poniedziałek, 10 lutego 2014

CHAPTER 5 Na mich ramionach widnieją blizny


- Dziękuję, jestem Niall
Siedziałem tak długo czekając na jakikolwiek ruch mojej siostry i nic. Spałem, może z dwie godziny? Musiałem wyglądać na wraka człowieka, bo lekarz Meg dał mi jakieś tabletki. Połknąłem je i znowu usiadłem koło niej. Doktor powiedział mi, że jeśli się obudzi to mam mu dać znać, bo ma dla nas coś ważnego do powiedzenia. Ścisnęło mnie w żołądku, w tym momencie nie miałem siły myśleć o tej dobrej stronie. Wyglądałem i czułem się jak… no właśnie jak? Czułem się jak nic. Wielkie, nic nie znaczące Nic. Teraz byłem pewny moich słów, gdy mówiłem, że ona jest dla mnie jak tlen. Niall siedział na kanapie i nic się nie odzywał. Postanowiłem pójść po sok, bo zaschło mi w gardle. Wyszedłem na korytarz i oparłem się o pudło. Tak bardzo chciało mi się spać. Przebudziłem się gdy zobaczyłem lekarza i pielęgniarkę biegnącego w stronę pokoju. Na korytarzu zobaczyłem blondyna powiedział, że nie mogę wejść, ale Meg obudziła się. Teraz tylko czekać, aż będę mógł wejść. Nerwy szarpały mnie od środka, ale postanowiłem zachować je dla siebie. Usiadłem na krześle i czekałem na jakąkolwiek wiadomość. Podszedł do mnie lekarz i zaprosił do gabinetu.
- miał mi Pan coś powiedzieć…
- tak, chodzi o to, że pana siostra się obudziła, ale niestety straciła pamięć.
- mogę się z nią zobaczyć?
- tak, ale proszę zachować spokój dobrze?
- tak oczywiście. – wyszedłem z gabinetu i podszedłem pod salę mojej siostry. Jeden porządny wdech i otworzyłem drzwi. Meg oglądała coś w telefonie.
- cześć Megan.
- przepraszam, znamy się? – te słowa mnie zabolały. Czułem przeszywający ból w okolicach serca. Dziewczyna, która nigdy się ze mną nie rozstawała, nagle mnie nie pamiętała. Czułem pieczenie pod powiekami. Zamknąłem oczy, odchyliłem głowę w tył i zaczerpnąłem powietrza.
- jestem twoim bratem Meg.
- to ja mam brata? A mógłbyś zawołać rodziców?
- ty, my, my nie mamy rodziców…
- jak to nie mamy? Każdy ma rodziców.
- nie, nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy dowiedzieli się o twojej chorobie.
- jakiej chorobie? Kiedy to było? – dziewczyna zadawała mi miliony pytań, na które nie miałem siły odpowiedzieć, lecz musiałem. Widać po jej minie, że to było dla niej ciężkie.
- jak masz na imię? – te pytania było dla niej łatwiejsze, jednak ja cierpiałem, ona nic nie pamiętała.
- Zayn.
- ładnie, a ile masz lat?
- dwadzieścia
- jesteś rok ode mnie starszy. Możesz mi opowiedzieć o dzieciństwie? – przez trzy godziny opowiedziałem jej w wielkim skrócie nasze lata. Spojrzała na mnie z obojętną miną.
- przepraszam cię, ale jestem zbyt zmęczona, czy mogę iść spać?
- tak, oczywiście. – dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- a czy mógłbyś wyjść? – to był cios poniżej pasa. Dziewczyna, która kiedyś kładła mi się na kolana, która przychodziła do mnie w czasie burzy, teraz wstydzi się przy mnie zasnąć. Tak bardzo chciałem cofnąć czas, lub chociaż uciec z tego więzienia, ale nie mogłem. Słysząc jak twoja siostra nie wie, kim jesteś to można to nazwać męczarniami. Dla mnie sala nr. 9 była salą tortur. Wchodzisz do szpitala z uśmiechem, z pieprzoną nadzieją, że jest lepiej, że odzyskała pamięć, a wychodzisz ze łzami w oczach i brakiem nadziei.
A co bolało najbardziej? To, że zaufała temu chłopakowi. Dziś dziewczyna wychodzi ze szpitala? Szczerze? mam mieszane uczucia, z jednej strony się cieszę, że moja siostrzyczka wychodzi, lecz boję się tego, że nie raz mnie zrani. Potrafi rozmawiać z Niallem, Crisem oraz Maxem, ale nie ze mną, z własnym bratem, którego zna od dzieciństwa. Czuję, że w moim sercu z każdym dniem tkwi coraz więcej szpilek. Na mich ramionach widnieją blizny, może każdy powie, że jestem głupi, ale nie chcę znów być alkoholikiem, nie mogę jej tego zrobić...
*****
PRZEPRASZAM ZA DŁUGĘ NIEOBECNOŚĆ.
wiem rozdział krótki i do dupy przepraszam, ale brak weny i kłopoty rodzinne nie sprzyjają w pisaniu ;c
wybaczcie, kocham was bardzo ;c