wtorek, 6 maja 2014

CHAPTER 6 Dziękuję, żę zesłałeś tego człowieka

CHAPTER 6

Dni mijały, a jej pamięć nie powracała. Ile bym dał, by znowu ujrzeć jej spojrzenie pełne siostrzanej miłości, w którym nawet iskierka "nienawiści" zamieniała się z nie istniejący pyłek. Chcę, aby wróciły te jej dogryzki, wredne lub nie miłe teksty skierowane w moją stronę, nawet to sprawiłoby mi radość. Kilka dni wcześniej zaczęliśmy się wygłupiać w kuchni tak jak za dawnych czasów, kiedy wychodziliśmy cali w mące, a teraz wszystko wróciło do "normy"... Szczerze? już nie daję sobie z tym rady. Dawno się nad tym zastanawiałem, lecz teraz jestem pewien. Wyprowadzam się. Podeszłem do swojej szafy i wyciągnąłem z niej torbę. Między czasie zadzwoniłem załatwić sobie bilet do Stanów, mamy tam ciocię, więc będę miał gdzie mieszkać. Wrzucając do swojej walizki koszulki, natknąłem się na jej apaszkę. Zostawiła ją kiedyś u mnie. Wrzuciłem ją do reszty. Po czym wyszedłem z domu w stronę lotniska. Postanowiłem przejść się na nogach, bo co zrobiłbym z autem? Zszedłem do salonu i spojrzałem na całe pomieszczenie, w oczy rzuciło mi się zdjęcie całej rodziny nad kominkiem. Podszedłem bliżej i wziąłem ramkę do dłoni. Mama, obejmujący ją tata, a na jego kolanach siedziałem ja trzymając Meg w ramionach. Samotna łza spłynęła po moim policzku. Nie mogłem wyjść bez jakiego kolwiek znaku. Postanowiłem napisać, że wyjeżdrzam, gdzie, kiedy i o której. Po czym udałem się w strone lotniska.


* w tym samym czasie *
 Rano było ciepło, więc udałam się na małe zakupy do domu. Wracając, trochę rozmyślałąm nad moim życiem. Naprawdę bardzo dobrze układa mi się z Niallem, coś do niego czuję i mam wrażenie, że on do mnie też, natomiast martwii mnie sprawa z Zaynem. To chyba nie możliwe, aby rodzeństwo zachowywało sie jak para. Nie znam go, znaczy znam, ale nic tak jakby o nim nie wiem.
Na chodniku, po drugiej stronie jezdni stała budka z kurczakami. Ponoć kiedyś byłam wegetarianką, ale to nie dla mnie. Wygrzebałam telefon z kieszeni sprawdzając godzinę, zamykają ją za minutę. Szybko ruszyłam w stronę jezdni i nagle usłyszałam pisk opon i zapach palonej gumy. Obróciłam się i ujrzałam przed sobą samochód, za którym unosił się dym, spowodowany tarciem opon o podłoże. Przed oczami ukazał się filmik z całego mojego życia. Moja pamięć wróciła! Widząc przestraszonego, a zarazem złego chłopaka, który kilka razy pytał czy nicmi nie jest spojrzałam na niego tępo, a potem rzuciłam mu się w ramiona.
- Boże dziękuję, że zesłałeś na mnie tego człowieka - mina nastolatka (?) była śmieszna, oszołomiony złapał mnie w talii ale dalej mnie nie rozumiał
- uderzyła się pani w głowę?
- co!? nie! dziękuję!!!
- ale... ale za co? prawie panią potrąciłem... - ludzie patrzyli na nas jak na debili, nie dziwię się, niezły cyrk...
- jaka pani?! Jestem Megan!
- Jo...Josh...
- nie wiem jak ci dziękować!
- dalej nie rozumiem...
- a no tak! odzyskałam pamięć! rozumiesz, dzięki tobie znowu wszystko pamiętam!!
- ja.. to się cieszę... ale...
- nie ma ale! Dasz mi swój numer? Muszę ci się odwzięczyć dobrą kawą i ciastkiem, ale teraz muszę lecieć do brata, którego ostatnio zaniedbałam i trochę zraniłam. Ale się ucieszy! - podałam mu telefon, zapisał numer i oddał mi go.
- dziękuję jeszcze raz i do zobaczenia!
- taa mam nadzieję... - przytuliłam go, co tym razem odwzajemnił. Szybko pobiegłam do domu.
- Zayn!!! Zayn gdzie jesteś?! - darłam się wniebo głosy, lecz nie odpowiadał mi. Zrobiłam się głodna. Na lodówce wisiała kartka






cholera, on nie może wyjechać! Nie teraz! Nie, gdy odzyskałam pamięć! Muszę go znaleźć!

~~~~
TAAAAK
długo oczekiwany rozdział, wiem i przepraszam, po prostu brak neta przez tydzień a do tego kompletny brak weny na tego bloga sprawiły, że rozdziału długo nie było, ale jest, myślę, że skończy się za jakieś 2/3 rozdziały, gdyż mam pomysł na nowe opowiadanie, które wymyśliłam przed tym :)