wtorek, 6 maja 2014

CHAPTER 6 Dziękuję, żę zesłałeś tego człowieka

CHAPTER 6

Dni mijały, a jej pamięć nie powracała. Ile bym dał, by znowu ujrzeć jej spojrzenie pełne siostrzanej miłości, w którym nawet iskierka "nienawiści" zamieniała się z nie istniejący pyłek. Chcę, aby wróciły te jej dogryzki, wredne lub nie miłe teksty skierowane w moją stronę, nawet to sprawiłoby mi radość. Kilka dni wcześniej zaczęliśmy się wygłupiać w kuchni tak jak za dawnych czasów, kiedy wychodziliśmy cali w mące, a teraz wszystko wróciło do "normy"... Szczerze? już nie daję sobie z tym rady. Dawno się nad tym zastanawiałem, lecz teraz jestem pewien. Wyprowadzam się. Podeszłem do swojej szafy i wyciągnąłem z niej torbę. Między czasie zadzwoniłem załatwić sobie bilet do Stanów, mamy tam ciocię, więc będę miał gdzie mieszkać. Wrzucając do swojej walizki koszulki, natknąłem się na jej apaszkę. Zostawiła ją kiedyś u mnie. Wrzuciłem ją do reszty. Po czym wyszedłem z domu w stronę lotniska. Postanowiłem przejść się na nogach, bo co zrobiłbym z autem? Zszedłem do salonu i spojrzałem na całe pomieszczenie, w oczy rzuciło mi się zdjęcie całej rodziny nad kominkiem. Podszedłem bliżej i wziąłem ramkę do dłoni. Mama, obejmujący ją tata, a na jego kolanach siedziałem ja trzymając Meg w ramionach. Samotna łza spłynęła po moim policzku. Nie mogłem wyjść bez jakiego kolwiek znaku. Postanowiłem napisać, że wyjeżdrzam, gdzie, kiedy i o której. Po czym udałem się w strone lotniska.


* w tym samym czasie *
 Rano było ciepło, więc udałam się na małe zakupy do domu. Wracając, trochę rozmyślałąm nad moim życiem. Naprawdę bardzo dobrze układa mi się z Niallem, coś do niego czuję i mam wrażenie, że on do mnie też, natomiast martwii mnie sprawa z Zaynem. To chyba nie możliwe, aby rodzeństwo zachowywało sie jak para. Nie znam go, znaczy znam, ale nic tak jakby o nim nie wiem.
Na chodniku, po drugiej stronie jezdni stała budka z kurczakami. Ponoć kiedyś byłam wegetarianką, ale to nie dla mnie. Wygrzebałam telefon z kieszeni sprawdzając godzinę, zamykają ją za minutę. Szybko ruszyłam w stronę jezdni i nagle usłyszałam pisk opon i zapach palonej gumy. Obróciłam się i ujrzałam przed sobą samochód, za którym unosił się dym, spowodowany tarciem opon o podłoże. Przed oczami ukazał się filmik z całego mojego życia. Moja pamięć wróciła! Widząc przestraszonego, a zarazem złego chłopaka, który kilka razy pytał czy nicmi nie jest spojrzałam na niego tępo, a potem rzuciłam mu się w ramiona.
- Boże dziękuję, że zesłałeś na mnie tego człowieka - mina nastolatka (?) była śmieszna, oszołomiony złapał mnie w talii ale dalej mnie nie rozumiał
- uderzyła się pani w głowę?
- co!? nie! dziękuję!!!
- ale... ale za co? prawie panią potrąciłem... - ludzie patrzyli na nas jak na debili, nie dziwię się, niezły cyrk...
- jaka pani?! Jestem Megan!
- Jo...Josh...
- nie wiem jak ci dziękować!
- dalej nie rozumiem...
- a no tak! odzyskałam pamięć! rozumiesz, dzięki tobie znowu wszystko pamiętam!!
- ja.. to się cieszę... ale...
- nie ma ale! Dasz mi swój numer? Muszę ci się odwzięczyć dobrą kawą i ciastkiem, ale teraz muszę lecieć do brata, którego ostatnio zaniedbałam i trochę zraniłam. Ale się ucieszy! - podałam mu telefon, zapisał numer i oddał mi go.
- dziękuję jeszcze raz i do zobaczenia!
- taa mam nadzieję... - przytuliłam go, co tym razem odwzajemnił. Szybko pobiegłam do domu.
- Zayn!!! Zayn gdzie jesteś?! - darłam się wniebo głosy, lecz nie odpowiadał mi. Zrobiłam się głodna. Na lodówce wisiała kartka






cholera, on nie może wyjechać! Nie teraz! Nie, gdy odzyskałam pamięć! Muszę go znaleźć!

~~~~
TAAAAK
długo oczekiwany rozdział, wiem i przepraszam, po prostu brak neta przez tydzień a do tego kompletny brak weny na tego bloga sprawiły, że rozdziału długo nie było, ale jest, myślę, że skończy się za jakieś 2/3 rozdziały, gdyż mam pomysł na nowe opowiadanie, które wymyśliłam przed tym :)

poniedziałek, 10 lutego 2014

CHAPTER 5 Na mich ramionach widnieją blizny


- Dziękuję, jestem Niall
Siedziałem tak długo czekając na jakikolwiek ruch mojej siostry i nic. Spałem, może z dwie godziny? Musiałem wyglądać na wraka człowieka, bo lekarz Meg dał mi jakieś tabletki. Połknąłem je i znowu usiadłem koło niej. Doktor powiedział mi, że jeśli się obudzi to mam mu dać znać, bo ma dla nas coś ważnego do powiedzenia. Ścisnęło mnie w żołądku, w tym momencie nie miałem siły myśleć o tej dobrej stronie. Wyglądałem i czułem się jak… no właśnie jak? Czułem się jak nic. Wielkie, nic nie znaczące Nic. Teraz byłem pewny moich słów, gdy mówiłem, że ona jest dla mnie jak tlen. Niall siedział na kanapie i nic się nie odzywał. Postanowiłem pójść po sok, bo zaschło mi w gardle. Wyszedłem na korytarz i oparłem się o pudło. Tak bardzo chciało mi się spać. Przebudziłem się gdy zobaczyłem lekarza i pielęgniarkę biegnącego w stronę pokoju. Na korytarzu zobaczyłem blondyna powiedział, że nie mogę wejść, ale Meg obudziła się. Teraz tylko czekać, aż będę mógł wejść. Nerwy szarpały mnie od środka, ale postanowiłem zachować je dla siebie. Usiadłem na krześle i czekałem na jakąkolwiek wiadomość. Podszedł do mnie lekarz i zaprosił do gabinetu.
- miał mi Pan coś powiedzieć…
- tak, chodzi o to, że pana siostra się obudziła, ale niestety straciła pamięć.
- mogę się z nią zobaczyć?
- tak, ale proszę zachować spokój dobrze?
- tak oczywiście. – wyszedłem z gabinetu i podszedłem pod salę mojej siostry. Jeden porządny wdech i otworzyłem drzwi. Meg oglądała coś w telefonie.
- cześć Megan.
- przepraszam, znamy się? – te słowa mnie zabolały. Czułem przeszywający ból w okolicach serca. Dziewczyna, która nigdy się ze mną nie rozstawała, nagle mnie nie pamiętała. Czułem pieczenie pod powiekami. Zamknąłem oczy, odchyliłem głowę w tył i zaczerpnąłem powietrza.
- jestem twoim bratem Meg.
- to ja mam brata? A mógłbyś zawołać rodziców?
- ty, my, my nie mamy rodziców…
- jak to nie mamy? Każdy ma rodziców.
- nie, nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy dowiedzieli się o twojej chorobie.
- jakiej chorobie? Kiedy to było? – dziewczyna zadawała mi miliony pytań, na które nie miałem siły odpowiedzieć, lecz musiałem. Widać po jej minie, że to było dla niej ciężkie.
- jak masz na imię? – te pytania było dla niej łatwiejsze, jednak ja cierpiałem, ona nic nie pamiętała.
- Zayn.
- ładnie, a ile masz lat?
- dwadzieścia
- jesteś rok ode mnie starszy. Możesz mi opowiedzieć o dzieciństwie? – przez trzy godziny opowiedziałem jej w wielkim skrócie nasze lata. Spojrzała na mnie z obojętną miną.
- przepraszam cię, ale jestem zbyt zmęczona, czy mogę iść spać?
- tak, oczywiście. – dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- a czy mógłbyś wyjść? – to był cios poniżej pasa. Dziewczyna, która kiedyś kładła mi się na kolana, która przychodziła do mnie w czasie burzy, teraz wstydzi się przy mnie zasnąć. Tak bardzo chciałem cofnąć czas, lub chociaż uciec z tego więzienia, ale nie mogłem. Słysząc jak twoja siostra nie wie, kim jesteś to można to nazwać męczarniami. Dla mnie sala nr. 9 była salą tortur. Wchodzisz do szpitala z uśmiechem, z pieprzoną nadzieją, że jest lepiej, że odzyskała pamięć, a wychodzisz ze łzami w oczach i brakiem nadziei.
A co bolało najbardziej? To, że zaufała temu chłopakowi. Dziś dziewczyna wychodzi ze szpitala? Szczerze? mam mieszane uczucia, z jednej strony się cieszę, że moja siostrzyczka wychodzi, lecz boję się tego, że nie raz mnie zrani. Potrafi rozmawiać z Niallem, Crisem oraz Maxem, ale nie ze mną, z własnym bratem, którego zna od dzieciństwa. Czuję, że w moim sercu z każdym dniem tkwi coraz więcej szpilek. Na mich ramionach widnieją blizny, może każdy powie, że jestem głupi, ale nie chcę znów być alkoholikiem, nie mogę jej tego zrobić...
*****
PRZEPRASZAM ZA DŁUGĘ NIEOBECNOŚĆ.
wiem rozdział krótki i do dupy przepraszam, ale brak weny i kłopoty rodzinne nie sprzyjają w pisaniu ;c
wybaczcie, kocham was bardzo ;c

sobota, 25 stycznia 2014

WAŻNE !!

Głosujemy w ankiecie obok ----------->
to wy wybieracie z kim będzie kolejny rozdział
zaznaczacie kogo chcecie, jeśli nie ma go na liście, to piszcie w komentarzu!!!
Macie czas do 30.01 później zamykam ankietę!

CHAPTER 4 czasem warto stracić wszystko, by docenić to co mamy.

ROZDZIAŁ 4
                                                                     włącz :)
- Meg, Meg wstawaj. Jesteśmy na miejscu. – ze snu wybudziły mnie delikatne wstrząsy. Ugh, zawsze jak zasnę, ktoś musi mnie obudzić.
- gdzie jesteśmy? – zaczęłam się przeciągać, co sprawiło mi ogromny kłopot, no cóż, samochód nie jest dobry na tego typu sprawy.
- rozejrzyj się, a się dowiesz. – mój brat nie często miał tak spokojną barwę głosu. Ogromnie mnie to cieszyło, miał śliczny głos, jednak przez alkohol i fajki często miał chrypkę. Otworzyłam ospale oczy i ujrzałam piękne fale obijające się o brzeg plaży. Moje dzieciństwo, każdy rok, każda kolonia, każde wakacje, pierwszy pocałunek, pierwsza miłość, pierwsze rozczarowanie, prawdziwa przyjaźń i bezgraniczna miłość mojego brata w stosunku do mojej osoby. Te rzeczy kojarzyły mi się z tym miejscem. Było tu pięknie. Wyleciałam z auta ściągając buty i zlewając to, że mam na sobie spodnie, wleciałam do wody. Tak dawno tutaj nie byłam. Biegałam, skakałam, przypominałam tą starą siebie. Dawną Megan, która była odpowiedzialna, szczęśliwa, sumienna. Spojrzałam na brzeg i zauważyłam uśmiechniętego brata. Taaak, kochałam jego uśmiech, był tak wielką podporą dla mnie. Kiwnęłam ręką, by przyszedł do mnie. Za chwilę oboje kąpaliśmy się w ciepłym morzu. Kocham każdą chwilę spędzoną z nim. Zayn też się zmienił, owszem, ale nie tak dużo jak ja. Od niego nikt się nie odsunął. Mimo to, nie zamierzałam teraz o tym myśleć. Cieszyłam się chwilą, tak po prostu, coś, co jeszcze jakiś czas temu dla mnie wydawało się praktycznie niemożliwe, dzieję się tu i teraz. Dziwne uczucie, ale bardzo przyjemne, czasem warto stracić wszystko, by docenić to co mamy. Żyć, być, marzyć, chwila, uśmiech i szczęście, coś co powinniśmy cenić najbardziej. Z Zaynem jeszcze przez jakiś czas chlapaliśmy się, wrzucaliśmy nawzajem do wody. Tak bardzo chciałabym trwać tak na wieki. Poczułam chłodny wiatr, więc poszłam do auta po sweterek. Gdy wróciłam, zauważałam sylwetkę mojego brata siedzącego na plaży. Usiadłam koło niego, oparłam głowę o jego ramie i z rozmarzeniem wspominałam wszystkie chwile, obozy, oraz nasze ostatnie wakacje tutaj, wtedy, kiedy było dobrze, gdy żyli rodzice.

widok wschodzącego słońca, piękne morze, dwójka dorosłych ludzi wtulona do siebie, którzy wydają się być szczęśliwi, jakby mieli wszystko, co potrzebowali. Mieli, dwójkę dzieci. Siedmioletnią blondyneczkę, oraz rok starszego synka. Rodzina jak z marzeń. Biegające za psem dzieci, śmiech, radość, bezgraniczna miłość. Rodzina z bajki? Nie, ich rodzina.
Na samo wspomnienie naszych wakacji uśmiechnęłam się. Rodzicie, osoby, które pomijając to, że nie raz ich zezwałeś, krzyczałeś, kłóciłeś zawsze były przy tobie. ZAWSZE, niby proste słowo, a jednak znaczy wiele rzeczy. To słowo jest jak jedno, nic nie warte. Oni obiecywali, że zawsze będą trwać przy nas. To słowo miało znaczenie przez osiem następnych lat. Osiem, ta mało. Po pewnym czasie poczułam chłód na policzkach. Mój brat objął mnie ramieniem i mocno w siebie w tulił. Przy nim mogłam czuć się bezpieczna. Siedząc tak, nie myślałam o Londynie, o tym, co zdarzyło się dzisiaj. Dziękowałam Bogu, że zostawił mi taką osobę, która zrobi dla mnie wszystko, która nigdy mnie nie zostawi. Wiedziałam kiedy wrócimy. W czwartek mam się zjawić do szpitala, gdzie podadzą mi to co zawsze, usłyszę „będzie dobrze” i znów będę oglądać cierpienie w tych miodowych oczach. Najgorsze, co mogło mi się trafić, to nie choroba, lecz widok jego smutnego spojrzenia. Owszem, próbował udawać, że nie cierpi, że wierzy, ale ja wiem, że mimo tej wiary i tak cierpi. Za dobrze go znam. Wstaliśmy i poszliśmy do domku, który mamy wynajęty na kolejne lata, można powiedzieć, że jest nasz. Był mały, ale przestronny. Można rzec, że wręcz idealny. Wleciałam do pokoju i położyłam się na łóżko. Po moich policzkach spływały łzy. Byłam tak zmęczona, że ledwo poczułam delikatnego całusa na moim czole. Zayn zawsze mówił przy tym „jesteś bezpieczna” myślałam, że dziś tego nie powie, lecz zamykając drzwi szepnął pod nosem to piękne zdanie. Zmęczona dniem odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Otworzyłam oczy i poczułam nieprzyjemne pieczenie, tak widocznie musiałam wczoraj płakać. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz. Ubrałam strój kąpielowy i zwiewną sukienkę, w końcu jesteśmy na plaży tak? Założyłam japonki i zbiegłam na dół czując zapach naleśników. Mój braciszek był królem pod tym względem.
- hej Zaynuś!
- hej Meg! – właśnie ściągnął z patelni ostatniego naleśnika. Obrócił się do mnie i spojrzał z lekkim zaskoczeniem. – czy ty masz na sobie sukienkę?
- tak, dziwne no nie?
- mi się bardzo podoba. Siadaj! Jak zjemy idziemy popływać co ty na to?
- Zayn…
- słucham?
- będziemy tu do czwartku tak?
- Meg…
- dzwonili ze szpitala, powiedzieli
- wiem, Megan. Nie mówmy teraz o tym ok? – Zayn nawet na mnie nie spojrzał, wiedziałam czemu. Zjadłam naleśnika i umyłam talerz. Podeszłam do szuflady i wyciągnęłam krem z filtrem. Nie lubiłam się opalać, ale podczas kąpiel słońce również grzeje. Posmarowałam się cała, jestem rozciągnięta, więc nie trudne dla mnie smarowanie sobie pleców. Szło mi to szybko. Rzuciłam tubkę Zaynowi i poszłam do pokoju odłożyć telefon. Po kilku minutach chlapaliśmy się w wodzie. Zachowywaliśmy się jak pięcioletnie dzieci, ale raz się żyje. Położyłam się na materac i pomału odpychając się rękami dryfowałam w kółko. Zayn poszedł usiąść i rozmawiał z jakąś ładną szatynką. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc ten uroczy widok. Zamknęłam oczy, by wszystko przemyśleć. Plaża była pełna ludzi, no cóż, mamy lato. Usłyszałam czyjś krzyk i przestraszyłam się, krzyknęłam i wpadłam do wody, później nic nie pamiętam.

**** OCZAMI ZAYNA ****
Na plaży poznałem Lexie. Niska, szczuplutka, ciemnoskóra szatynka o pięknych błękitnych oczach. Poprosiła mnie o posmarowanie pleców, na co chętnie się zgodziłem. Trochę porozmawialiśmy, gdy usłyszałem krzyk mojej siostry. Serce odmawiało mi posłuszeństwa, najpierw stanęło, potem waliło jak oszalałe. Zerwałem się na równe rogi i spojrzałem na morze. Nie ma jej na materacu! Nie ma jej! Kurwa! To nie możliwe! Zacząłem krzyczeć jej imię, lecz nie odzyskałem odpowiedzi. Zacząłem się trząść. Wleciałem do wody i jak najszybciej podpłynąłem pod jej materac nurkując. Nigdzie jej nie widziałem. Zauważyłem jakiegoś chłopaka, który ciągnął ją w stronę brzegu. Podpłynąłem do niego i złapałem moją siostrę podpływając razem z nim. Położyłem ją na piasku i sprawdziłem puls, ledwo odczuwalny, ale ona żyła. Chłopak odsunął mnie od niej, ale nie chciałem.
- ty debilu! Odejdź od niej! Chcę jej pomóc, a ty mi to utrudniasz! Jak powiem już to trzydzieści razy uciskasz klatkę jasne? Niech ktoś zadzwoni po pogotowie, ma się zjawić natychmiast! Zrozumiano?!
Dopiero teraz dotarło do mnie to co się stało. Reanimowaliśmy ją niecałe trzy minuty, potem zabrało ją pogotowie. Wsiadłem z chłopakiem w auto i ruszyliśmy do szpitala. Nie wiedziałem co się dzieje. Kręciło mi się w głowie, nie potrafiłem oddychać, to ona była moim tlenem, jeśli odejdzie, to odejdę z nią. Nie przeżyję dnia bez niej. Wlecieliśmy do środka, spytałem gdzie ona jest. Czekaliśmy na korytarzu. Próbowałem wytrzymać, lecz nie w takiej chwili. Dałem upust emocją. Tak po prostu zacząłem płakać. Londyński bad boy płakał. I takie cuda się zdarzają. Spojrzałem na chłopaka który odpisywał komuś na sms’a. Kogoś mi przypominał, lecz nie miałem zamiaru zaprzątać sobie tym głowy, nie teraz, nie teraz kiedy moja siostra umiera. Gdy byliśmy mali obiecaliśmy, że po śmierci rodziców zawsze będziemy razem, a ona zwalczy chorobę. Mieliśmy spędzić tam jeszcze trzy dni, dlaczego jej nie pilnowałem?! Muszę zadzwonić do jej lekarza, że możemy nie przyjechać i żeby coś na to poradził.
- kim dla ciebie jest ta dziewczyna? – z zamyśleń wybudził mnie głos osoby siedzącej naprzeciwko. Kim on jest? Spojrzałem na niego szybko czując łzy pod moimi powiekami.
- jest moją siostrą, jedyną. Najcenniejsza i jedyna osoba jaką mam.
- a wasi rodzice? Może zadzwoń do nich…
- nasi rodzice nie żyją już dawno – chłopak zamilkł – dlaczego tu siedzisz? – nie miałem zamiaru się go pytać, ale co mi zależy? Jeśli ona odejdzie to ja też.
- po prostu martwię się o twoją siostrę. Znam ją ze szkoły, lecz ona mnie? Pewnie nawet mnie nie pamięta… jeśli ci to przeszkadza to mogę odejść…
- nie, siedź. Nie przeszkadzasz mi… - zadzwoniłem do pana Hoffnera, by powiedzieć co się stało. Przyjedzie w czwartek z potrzebnymi rzeczami. Podszedłem do automatu z kawą i wziąłem dwie. Podałem chłopakowi i jak cień siedziałem na jakiekolwiek informacje. Nagle z Sali wyszedł lekarz. Cała energia powróciła.
- panie doktorze co z nią?! – mężczyzna spojrzał na mnie znad okularów.
- kim pan jest?
- jestem bratem Megan. – spojrzał w jakieś papiery, możliwe, że to była karta siostry i uśmiechnął się do mnie – czyli się udało?! Uratowaliście ją!? – cieszyłem się jak małe dziecko.
- proszę poczekać… tak udało się, pańska siostra żyje, ale aktualnie leży w śpiączce farmakologicznej dla jej bezpieczeństwa, podejrzewamy również, że straciła część może małą, ale może dużą pamięci. Może pan do niej wejść. – chciałem wbiec do Sali, ale przypomniałem sobie, że muszę mu o tym powiedzieć.
- doktorze, bo… bo moja siostra jest chora. Lekarz przyjedzie do niej w czwartek i poda jej chemię, czy może jej podać, czy zadzwonić, że jednak nie?
- może spokojnie przyjechać. Oczywiście muszę być przy jego wizycie, ale śpiączka nie jest powodem do przyjmowania leków. Człowiek musi jeść, pić, oraz powinien pan do niej mówić cały czas, ona musi słyszeć czyjś głos, by dźwięk maszyn nie stał się dla niej rutyną.
- dobrze doktorze, dziękuję. – wszedłem do Sali, lecz to co zobaczyłem mnie przeraziło. Tak wyglądał kilka lat temu, nigdy nie chciałem wracać do tych wspomnień. Podszedłem do łóżka i złapałem ją za rękę.
- kocham cię Megan, wybacz mi, nie powinienem cię zostawić samej, powinienem siedzieć z tobą w wodzie, póki byś nie zdecydowała, że chcesz wyjść. – usłyszałem delikatne pukanie, po czym zobaczyłem tego samego chłopaka co na korytarzu.
- mogę wejść?
- tak, pewnie wchodź.
- czy mógłbym tu przychodzić, sprawdzać jak ona się czuje? Wiem, że będzie tu pan cały czas, ale miałbym splamione sumienie, gdyby tu nie mógł przychodzić – jemu chyba zależało na mojej siostrze, przecież nie mogę mu zabronić, on pewnie też się martwi.
- możesz, nie mam nic przeciwko. A! i jestem Zayn, a nie pan. – podałem mu rękę, uśmiechnął się i ją uścisnął.

- dziękuję, jestem…


__________________
POMOCY!! nie wiem z kim mam przedstawić Zayna, duży wybór ;c proszę odpowiedzcie w kom. kogo chcecie w następnym rozdziale:
Liam, Niall, ktoś inny (podajcie kto) zaznaczajcie w ankiecie i piszcie w komentarzach kogo chcecie, macie prawo wyboru! :)
+ przepraszam za długą nieobecność, ale stres z ostatnich dni jakoś nie pomagał w pisaniu kolejnej części ;/
mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo źli ;c
Miłego dnia <3

poniedziałek, 13 stycznia 2014

CHAPTER 3 Broniłam człowieka, który tak potwornie mnie zranił

ROZDZIAŁ 3

- cześć tato…
-dzień dobry.
- no no jednak jesteście razem… przegrałem kasę…
- no, nie powiem miły pan jest…
- taka moja natura. Wchodźcie. – ohh raczył nas wpuścić.
- Megan przynieś szklanki, wiesz gdzie są. – oh realy? Poszłam do kuchni i położyłam sześć szklanek na stole.
- proszę… - usiadłam koło Maxa. Mężczyzna wziął szklankę i nalał sobie wody. Oh, ależ nie trzeba dziękować… chce mi pan nalać? Dam radę sama. Uhg, egoista. Wyciągnął portfel i dał chłopakowi kasę, tyle szczęścia, bo by było po nim, gdyby mnie okłamał – marny jego los. Jasemmy, mama chłopaka przyniosła krewetki.
- no dzieciaczki, każdy musi spróbować!- spojrzałam się na chłopaków. Kris spojrzał na mnie normalnie, czyli takie dania to u niego norma. Zayn siedział jak wryty, tak jak i Max. Myślałam, że wybuchnę śmiechem.
- ja nie mogę… jestem wegetarianinem. – haha Malik? Serio? Ah zemsta za to „oł”
- chciałeś powiedzieć braciszku, że byłeś, ale teraz próbujesz każde mięso, chyba, że nie jest ładnie podane. – zemsta udana, bo chłopak zmroził mnie wzrokiem.
- ja już jadłem, ale się skuszę…
- a już się wystraszyłam! Jesteś jeszcze młodym chłopcem i musisz jeść mięso! – hahahaha zaraz jebnę! „młody chłopiec” oblał się rumieńcem. – jedz Meg!
- ymm ale te krewetki się tak na mnie patrzą i mam wrażenie, że krzyczą „nie jedz mnie Megan, nie rób nam tego, nieeee” – widząc miny chłopców ściszałam ton głosu przez co ostatnie wyrazy ledwo usłyszeli. Ich miny typy „jesteś idiotką dziewczyno” trochę by mnie speszyły gdyby nie śmiech kobiety.
- jesteś zabawna Meg. – uśmiechnęłam się do niej i szybko wzięłam krewetkę.


~~~~~OCZAMI KRISA~~~~~~

Megan odwalało. Widziałem minę mojego ojca i szczerze chciałem się śmiać. Moja mama uważała, że jest zabawna.
- nawet nie wiesz jak się cieszę, że to ciebie wybrał mój synek. – o nie, zaczyna się! Megan spojrzała na mnie ze sztucznym uśmiechem.
- właśnie też się nad tym zastanawiałam… - sztuczny uśmiech? Jeszcze trochę i naprawdę jej się przyda.
- to jak kochana, może dzisiaj przenocujesz u nas z bratem? Robi się ciemno – dziewczyna spojrzała na mulata ze strachem w oczach.
- oni muszą odebrać psa od sąsiadki.
- tak, dokładnie za godzinę musimy po niego przyjść, więc za jakieś pół godziny będziemy się zbierać…
- to przyjdźcie z pieskiem tutaj!
- ale to jest dużo pies.
- ja uwielbiam psy!
- dziękuję, ale…
- nie ma, ale! Przychodzicie do nas zaraz pościelę Zaynowi łóżko dobrze? Max dziś też pośpi u nas. Zrobicie sobie jak to się mówi? Piżama Party!  -  hahahahaha, nie.
- a ja?
- no ty wiadomo, że z Krisim. – Meg odchłysnęła ślinę.
- tttak, alle nie lepiej zz Zaynem?
 - no gdzie! Ja nie mam nic przeciwko!
- tttak ja też…
- a no tak zapomniałam! Zaraz wracam dzieciaczki!
- ja cię do kurwy nędzy rozjebię jak jakieś obrzydliwego, strasznego, wkurwiającego robala!! – oho chyba puściły jej nerwy nie dobrze…
- to może potem…
- już jestem kochani – cholera… co ona wymyśliła? Podeszła do mnie i wzięła moją rękę. Poczułem na niej coś zimnego. Kurwa, nie!
- to wam się może przydać dzieci…
- mamo, ale my…
- och, złotko przecież doskonale to rozumiem. Mamy XXI w więc nie wmawiaj mi, że jeszcze tego nie robiliście, jesteście już dorośli… - Meg i Zayn zakrztusili się krewetkami, Max szczerzył się jak głupek, a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Dziewczyna spojrzała na zegarek. Do wyjścia mamy jeszcze ok 20 min.
- och… jak ten czas minął musimy już lecieć Zayn! A i nie zostaniemy, bo właśnie dostałam SMS od przyjaciółki, jest załamana i u nas nocuje, przepraszam… to, ten dobranoc!
- szkoda… do widzenia!, miło było was poznać. Wpadajcie czas od czasu! – Meg poszła szybko do korytarza, a za nią Zayn, nie pozostałem im dłużny i razem z przyjacielem ruszyliśmy do korytarza. Szybko ubrała buty i wyleciała z domu, razem z chłopakami wylecieliśmy z nią. Meg zaczęła przyspieszać, więc pobiegłem za nią.
~~~~~~ OCZAMI MEG ~~~~~~
Nie, to już było przegięcie, miałam udawać TYLKO jego dziewczynę i co?! Znowu wszystko spieprzył. Usłyszałam za sobą czyjeś, a raczej jego kroki. Ah, przybiegnie, przytuli i powie przepraszam, a ja odwzajemnię i mu wybaczę. Nie, nie ta bajka. Nie tym razem. Teraz przegiął pałę. Jestem zbyt zła, na wysłuchiwanie jego przeprosin. Już czuję reakcję Zayna jak tu dobiegnie. Kolorowo nie będzie, mimo, że mi ufał, miał dystans do innych, a pomijając to, że doskonale wiedział, że mam tylko udawać, to i tak najchętniej obiłby szatynowi twarz. Tak, taki jest mój brat, ale mimo tego, że jest mściwym człowiekiem, nigdy nie potrafiłby mnie skrzywdzić. Raz podniósł rękę na mojego ojca, oczywiście nie powinien, ale stanął w mojej obronie.

 Ojciec wrócił do domu zlany w trzy dupy i zaczął się do mnie rzucać, po tym jak mu odpyskowałam popchnął mnie na ziemię, z taką siłą, że zahaczając o szafkę, przez którą rozcięłam sobie brew, zleciał na mnie wazon, który zostawił po sobie ślad do dzisiaj. Nawet nie wiecie, jak to jest… idziesz sobie ulicą, a ludzie wokół ciebie zauważają szramy na ręce. Jedyne wyjście? Zostawię ją w spokoju niech się tnie dalej. Fajnie no nie? Nigdy nie zrobiłam sobie krzywdy, a ludzie wiedzą ode mnie lepiej, no cóż, nie będę się kłócić. W każdym bądź razie nie czułam bólu. Złość rozsadzała mnie od środka, była jak znieczulenie. Wstałam, lecz pożałowałam. Zawróciło mi się w głowię, więc by nie sunąć się na ziemię podparłam się o szafkę. Spojrzałam załzawionymi oczami na tatę, jego twarz nie wyrażała uczuć. To tak bolało. Po chwili czułam słony smak w kącikach. Tak, łzy. Tylko trójka osób, zaakceptowała moją sytuację. Trójka, spośród kilkunastu bardzo dobrych znajomych i „przyjaciół”. Trójka. Usłyszałam czyjeś kroki po schodach, to był mój brat, gdy nas zobaczył, wiedziałam, co się stanie. Chłopak podszedł do mnie, złapał mój podbródek i uniósł w górę, potem spojrzał na moje ręce. Jego źrenice się momentalnie rozszerzyły, doskonale wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego. Wstał i podszedł do mojego ojca zaciskając pięść, która dzięki zamaszystemu ruchowi jego ramienia zderzyła się z policzkiem rodzica. Tata upadł na ziemię, a Zayn chciał obkładać go dalej, ale rzuciłam się na jego plecy, co spowodował utrudnienie jakichkolwiek ruchów. Kucnęłam przy ojcu i wydarłam się na Zayna, który krzyknął, że jestem nim tak omamiona, że nawet jak zrobił mi krzywdę próbuję go wytłumaczyć. Miał rację, nawet wtedy go broniłam. Broniłam człowieka, który tak potwornie mnie zranił, który zostawił blizny na moim ciele. Kilka minut później zobaczyłam sylwetkę wściekłego bruneta z walizką, trzasnął drzwiami i nawet się nie pożegnał. Próbowałam za nim biec, wołać go, ale nie potrafiłam, nie miałam siły. Po pewnym czasie zauważyłam mamę. Dalej nie pamiętam. Potem obudziły mnie jakieś dźwięki. Domyśliłam się jakie, ponieważ już nie raz byłam w szpitalu. Tam zastałam mojego brata, mamę oraz tatę. Nie byłam na niego zła, przecież go kochałam. Również dowiedziałam się, że dość często będę odwiedzać to miejsce. Ta wiadomość przestraszyła rodziców, którzy bojąc się powiedzieć mi to w twarz pojechali do domu. Tak pojechali, ale nie dotarli na miejsce. Zginęli w wypadku. Dopiero na ich stypie dowiedziałam się od mojego brata co miał na myśli lekarz. To mnie zdołowało. To przez to straciłam znajomych, rodzinę, zostały mi trzy osoby.

Chłopak mnie dogonił, lecz wyrwałam mu się nie chciałam na niego patrzeć.
- odejdź stąd…
- Meg dobrze wiesz, że nie chciałem, nie wiedziałem jak zareaguje moja mama…
- powiedziałam odejdź! Czy ty nie rozumiesz?! Nie obchodzi mnie twoja mama, ani ty obchodzi mnie Zayn! – nagle jak na zawołanie zjawił się ON.
- ok możecie mi to cholera jasna wyjaśnić?!
- Zayn dobrze wiesz, że nic nie doszło między nami i nie dojdzie!
- Meg dlaczego nie chcesz się przyznać?!
- Fajnie, że mi ufasz Javadd!! Lepiej wierzyć kobiecie, która pierwszy raz mnie widziała ze swoim synem i wymyśla nasze życie seksualne, niż siostrze, którą znasz od dzieciństwa?! Naprawdę?!
- przepraszam Meg… Kris idź z Maxem po psa a ja gdzieś zabiorę moją siostrę, ok? – chłopak kiwnął głową i ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze szatyn wstąpił do sąsiadki, a my weszliśmy do domu.
- idź się spakuj. Korczisem zajmie się Max, albo Kris. Załatwię kogoś ok?
- dobrze. – posłusznie udałam się do pokoju i wpakowując do torby potrzebne rzeczy myślałam, gdzie jedziemy. Znając mojego braciszka, zabierze mnie w miejsce, które dobrze nam się kojarzy z dzieciństwem. Było ich kilka, jednak każde miało swoją magię. Każde było inne, a z każdym związane inne wspomnienia. Schodząc na dół, zobaczyłam mojego brata i przyjaciela. Nic nie mówiąc ominęłam ich bez słowa i poszłam do garażu. Otworzyłam bagażnik, do którego wpakowałam swoją walizkę, oraz walizkę Zayna, leżącą koło auta. Podszedł do mnie mój brat i delikatnie ucałował mnie w czoło. Uwielbiałam to. Wsiadłam do auta, wygodnie zajęłam miejsce i przypięłam się pasami.
- dokąd mnie zabierasz braciszku?

- w nasze miejsce. – ta odpowiedź musiała mnie zadowolić. Doskonale wiedziałam, że nie powie mi gdzie. 

cześć! mamy nowy rozdział! czytamy, komentujemy!

piątek, 3 stycznia 2014

CHAPTER 2 razem raźniej

Do pokoju „wszedł” Kris. Już w progu zauważyłam wielkiego banana na jego mordzie. Moje próby gniewania się na niego, za to, że moje drzwi ledwo uszły z życiem (czyt. Nie wyleciały z zawiasów) poszły na marne. Na wspaniałą trójkę nie da się gniewać. Tyle wygrać…
- Kris….
- Megan…
- słucham ?
- nie nie nie… ty miałaś powiedzieć „Kris…”
- czy ty się dobrze czujesz ?
- wystarczy lekko przedłużone „Kris…”
- powtórzę moje pytanie. Czy ty się dobrze czujesz?
- zepsułaś mi zabawę! Jesteś wredna! Wyjdź!
- yyy to mój pokój…
- to ja wyjdę! –WTF?! Co to było ?! gdyby ktoś to nagrał i mi pokazał nie uwierzyłabym, że to było naprawdę… tak więc panie i panowie poznaliście mojego przyjaciela! Usiadłam na krześle niedowierzając w to, co tu przed chwilą zaszło. On jest niemożliwy. Obróciłam się z powrotem do ekranu i próbowałam zapomnieć o tym, co tu przed chwilą miało miejsce. Włączyłam sobie jakąś muzę, lecz sytuacja się powtórzyła. Z impetem wszedł, a raczej wleciał do mojego pokoju nie kto inny jak mój kochany Kris. Nie wytrzymałam do niego po drodze chwytając pierwszą lepszą rzecz. Poduszka? Niech zna moje dobre serce. Z całej siły przywaliłam mu w łeb.
- za co to?
- po pierwsze miałeś iść, po drugie prawie nie zeszłam na zawał, po trzecie chcę białe róże na mój grób, bo inaczej będę cię straszyć po nocach zrozumiano ?!
- na jaki grób? O czym ty do mnie mówisz?! Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz Meg ?
- jesteś idiotą, wiesz? Pytasz się mnie czy dobrze się czuję, a wpadasz do mnie i odstawiasz jakąś szopkę. Powiesz mi o co ci chodzi ?!
- ej ej ej bez wyzwisk…
- ciebie nie da się inaczej opisać.
- cóż… tak więc uznam to za komplement Madame
- tako by chciałabym wiedzieć czemuż szanowny monsieur miał taki humor gdy omal nie wyważając mych zacnych drzwi z gracją wleciał, a potem wybył z mego pokoju ? – czasem ludzie na ulicy mówią nam, że zachowujemy jak psychopaci wypuszczeni na wolność. Powiedzmy, że nie wiem o co chodzi…
- jesteś dziwna…
- to czemu się ze mną przyjaźnisz ośle?
- bo… bo nie wiem… inaczej nie umiem…
- i to ja jestem dziwna?
- skoro tak to czemu ty się ze mną przyjaźnisz ? – odpowiedziałabym mu to samo co on mi. Jedyne wyjście to zmiana tematu.
- tak więc czemu wszedłeś do mnie taki uratowany Arthurze ? – najlepszy sposób na wkurzenie drugiego człowieka? Użyj jego drugiego imienia.
- ymm bo mieliśmy iść z twoim bratem odebrać Koczisa od pani Camilii?
- troszkę się spóźniliśmy… poczekaj chwilę pójdę po Zayna, bo pewnie śpi…
- Meg… bo jest jeszcze jedna taka sprawa…
- mianowicie ?
- ymmm no bo ten… - chłopak był skrępowany, co było dziwne, bo należał do osób bardzo szczerych i mówił to, co mu ślina na język przyniosła.
- no bo co ?
- bo powiedziałem mojemu tacie podczas kłótni, że mam dziewczynę i jeśli mi nie wierzy to ją przyprowadzę… - myślałam, że nie wyrobię zaczęłam się histerycznie śmiać…
- no to to odwołaj… powiedz, że nie wiedziałeś co mówisz, że to przed nerwy…
- założyłem się… nie mogę… - mój jakże wspaniały śmiech powrócił. Jak można być tak lekkomyślnym ja się pytam ? trzeba coś wymyślić…
- dużo ?
- a trzy stówki to mało ?
- jesteś kretynem!
- dziękuję ?
- hm to nie wiem idź dzisiaj na jakąś imprezę, jak nie sam to ja i Zayn też pójdziemy… - pytanie po co Zayn? proste, nie chce, żebym wpakowała się znowu w jakieś gówno i trzyma mnie na smyczy. Słusznie.
- i co to da alko nic nie pomoże…
- wyrwiemy ci jakąś w miarę porządną laskę i przedstawisz ją ojcu.
- wszystko pięknie, ładnie, ale jest jeszcze jedna rzecz, której nie pozwoliłaś mi powiedzieć, bo przerwałaś.
- co w tym może być nie tak?
- to, że powiedziałem mu, że to TY jesteś moją dziewczyną… - chłopak ściszył ton, a ja przerwałam śmiech. Zabiję, zabiję, zabiję, zabiję !!! trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam!!!
- Krisie Arthurze Mario Hugginsie spierdalaj jak najdalej ode mnie, bo nie wyrobię!!! – chłopak przestraszony spojrzał na mnie, wiedział, że nie żartuje więc pobiegł do pokoju mojego braciszka, a ja za nim. No co? Zatrzasnął drzwi i usłyszałam ciche szepty tego idioty, proszące o pomoc. Wleciałam na kogoś.
- dobrze się czujesz Megan? – spojrzałam na niego takim wzrokiem, że sam odpowiedział sobie na to pytanie – nie pytam…
Podeszłam do drzwi, wiedziałam, że Zayn je od kluczył, bo nie chciał ich stracić. Mądry jest. Otworzyłam, a raczej weszłam z kopa do pokoju brata.
- gdzie on jest ?!
- nie wiem o kim mówisz…
- Malik! Nie wydurniaj się! Pytam się gdzie jest ten idiota ?!
- jak powiesz mu, czemu z chęcią zobaczyłabyś go w drewnianym pudełku, ubranego w koszulę i garnitur to powiem ci.
- powiedział tacie, że ma dziewczynę i że ją przedstawi!!
- nie widzę w tym nic złego… zazdrość przez ciebie przemawia czy co ? – dupek…
- jaka zazdrość ?! o siebie?! On powiedział, że to JA jestem jego dziewczyną! Czaisz ?!
- oł… - oł... serio? Na tyle cię stać? Dzięki za wsparcie Malik…
- nie oł tylko gdzie on jest!?
- jest w… - nagle do pokoju wleciał zdyszany Max. Jeszcze tego tu brakowało… spojrzał na mnie i mnie… przytulił? WTF?! Widocznie nasz najodważniejszy z całej paczki bohater bał się dziewczyny. No cóż czasem są plusy bycia tą „najniebezpieczniejszą” w grupie.
- Meg spokojnie co się stało ?
- nie, nie, nie ja tu zaraz nie wytrzymam!! Gdzie jest ten idiota ?!
- co się stało ?!
- powiedziałem tacie, że mam dziewczynę… - no proszę nasza zagubiona królewna się znalazła… poczułam, że znalazłam się w czyiś ramionach.
- Meg przepraszam, powiem mu prawdę, dam mu trzy stówy, ale nie gniewaj się już na mnie proszę… - ehh dlaczego ja nie umiem się na nich gniewać? Pytam się dlaczego…
- wybaczam…
- naprawdę ?
- dobrze wiesz, że nie umiem inaczej…
- wiem, ale widząc twoją furię rozważałem to…
- zaraz, zaraz, bo nie czaję… czy wy… boże!! Jesteście razem i to ukrywaliście?! Myślałem, że się przyjaźnimy!! Zawiodłem się na was!! – Max był zły. Biedak, wiedział to co usłyszał. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
- nie głupku, po prostu ta oferma, palnęła coś i powiedziała od dupy, że jest ze mną…
- aaa no jeśli tak to popieram twoją furię. –chyba pożałował tych słów, bo został za nie skarcony lodowatym spojrzeniem Hugginsa, a to chyba najgorsze z najgorszych spojrzeń. Chłopak tylko się uśmiechnął i pocałował mnie w policzek. Spojrzałam na mojego przyjaciela stojącego koło Mulata. Ehh pewnie się za to skarcę, ale nie potrafię na to potrzeć…
- mogę udać twoją dziewczynę, a potem powiesz, że to po prostu jednak nie wyszło. Jak nie ta, to kolejna, czy coś w tym stylu... – w co ja się pakuję?! Mimo to, najwspanialszą rzeczą, jaką dziś zobaczyłam były te iskierki nadziei w jego błękitnych oczach.
- naprawdę !?
- co mi szkodzi… - chłopak podskoczył do mnie i przytulił nas obu. (czyt. Mnie i Maxa, który najwidoczniej nie miał zamiaru się odkleić) – idziemy teraz czy kiedy indziej ?
- mam stresa…
- ty to mówisz? To ja muszę udawać twoją dziewczynę…
- przepraszam…
- spoko, a może reszta pójdzie z nami? No wiesz… razem raźniej…
- ja idę !!
- tak wiem Max. Zayn idziesz?
- nie wiem…
- czyli idziesz. Poczekacie na mnie? Pójdę się przebrać.
Poszłam do swojego pokoju i stanęłam przed ogromną szafą. Musieliśmy jeszcze zabrać Koczisa… cholera… ubrałam
Zleciałam po schodach szukając numeru pani Cam.
- Meg dalej nie mamy całego dnia…
- ok ok tylko się napiję, a ty zadzwoń do sąsiadki i powiedz, że przyjdziemy za dwie godzinki, bo mamy coś do załatwienia. Łap! – rzuciłam telefonem w mojego brata. Nie, nie dlatego, że jest wytrzymały czy coś, ale doskonale wiedziałam, że go złapie.
- po co mamy tam iść?
- Zayn… prosiła nas, aby przez weekend zająć się jej psem, bo wyjeżdża. Mieliśmy to zrobić rano…
- no tak… to idź się napij, czy co tam chcesz, a ja zadzwonię. Pojedziemy autem, więc będziemy szybciej.

Będąc pod domem mojego przyjaciela łomotało mi serce. Bywałam tu tyle razy, ale dopiero dzisiaj poznam jego ojca.

________
hi kochani! obiecałam, i jest rozdział 3 ! <3