piątek, 3 stycznia 2014

CHAPTER 2 razem raźniej

Do pokoju „wszedł” Kris. Już w progu zauważyłam wielkiego banana na jego mordzie. Moje próby gniewania się na niego, za to, że moje drzwi ledwo uszły z życiem (czyt. Nie wyleciały z zawiasów) poszły na marne. Na wspaniałą trójkę nie da się gniewać. Tyle wygrać…
- Kris….
- Megan…
- słucham ?
- nie nie nie… ty miałaś powiedzieć „Kris…”
- czy ty się dobrze czujesz ?
- wystarczy lekko przedłużone „Kris…”
- powtórzę moje pytanie. Czy ty się dobrze czujesz?
- zepsułaś mi zabawę! Jesteś wredna! Wyjdź!
- yyy to mój pokój…
- to ja wyjdę! –WTF?! Co to było ?! gdyby ktoś to nagrał i mi pokazał nie uwierzyłabym, że to było naprawdę… tak więc panie i panowie poznaliście mojego przyjaciela! Usiadłam na krześle niedowierzając w to, co tu przed chwilą zaszło. On jest niemożliwy. Obróciłam się z powrotem do ekranu i próbowałam zapomnieć o tym, co tu przed chwilą miało miejsce. Włączyłam sobie jakąś muzę, lecz sytuacja się powtórzyła. Z impetem wszedł, a raczej wleciał do mojego pokoju nie kto inny jak mój kochany Kris. Nie wytrzymałam do niego po drodze chwytając pierwszą lepszą rzecz. Poduszka? Niech zna moje dobre serce. Z całej siły przywaliłam mu w łeb.
- za co to?
- po pierwsze miałeś iść, po drugie prawie nie zeszłam na zawał, po trzecie chcę białe róże na mój grób, bo inaczej będę cię straszyć po nocach zrozumiano ?!
- na jaki grób? O czym ty do mnie mówisz?! Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz Meg ?
- jesteś idiotą, wiesz? Pytasz się mnie czy dobrze się czuję, a wpadasz do mnie i odstawiasz jakąś szopkę. Powiesz mi o co ci chodzi ?!
- ej ej ej bez wyzwisk…
- ciebie nie da się inaczej opisać.
- cóż… tak więc uznam to za komplement Madame
- tako by chciałabym wiedzieć czemuż szanowny monsieur miał taki humor gdy omal nie wyważając mych zacnych drzwi z gracją wleciał, a potem wybył z mego pokoju ? – czasem ludzie na ulicy mówią nam, że zachowujemy jak psychopaci wypuszczeni na wolność. Powiedzmy, że nie wiem o co chodzi…
- jesteś dziwna…
- to czemu się ze mną przyjaźnisz ośle?
- bo… bo nie wiem… inaczej nie umiem…
- i to ja jestem dziwna?
- skoro tak to czemu ty się ze mną przyjaźnisz ? – odpowiedziałabym mu to samo co on mi. Jedyne wyjście to zmiana tematu.
- tak więc czemu wszedłeś do mnie taki uratowany Arthurze ? – najlepszy sposób na wkurzenie drugiego człowieka? Użyj jego drugiego imienia.
- ymm bo mieliśmy iść z twoim bratem odebrać Koczisa od pani Camilii?
- troszkę się spóźniliśmy… poczekaj chwilę pójdę po Zayna, bo pewnie śpi…
- Meg… bo jest jeszcze jedna taka sprawa…
- mianowicie ?
- ymmm no bo ten… - chłopak był skrępowany, co było dziwne, bo należał do osób bardzo szczerych i mówił to, co mu ślina na język przyniosła.
- no bo co ?
- bo powiedziałem mojemu tacie podczas kłótni, że mam dziewczynę i jeśli mi nie wierzy to ją przyprowadzę… - myślałam, że nie wyrobię zaczęłam się histerycznie śmiać…
- no to to odwołaj… powiedz, że nie wiedziałeś co mówisz, że to przed nerwy…
- założyłem się… nie mogę… - mój jakże wspaniały śmiech powrócił. Jak można być tak lekkomyślnym ja się pytam ? trzeba coś wymyślić…
- dużo ?
- a trzy stówki to mało ?
- jesteś kretynem!
- dziękuję ?
- hm to nie wiem idź dzisiaj na jakąś imprezę, jak nie sam to ja i Zayn też pójdziemy… - pytanie po co Zayn? proste, nie chce, żebym wpakowała się znowu w jakieś gówno i trzyma mnie na smyczy. Słusznie.
- i co to da alko nic nie pomoże…
- wyrwiemy ci jakąś w miarę porządną laskę i przedstawisz ją ojcu.
- wszystko pięknie, ładnie, ale jest jeszcze jedna rzecz, której nie pozwoliłaś mi powiedzieć, bo przerwałaś.
- co w tym może być nie tak?
- to, że powiedziałem mu, że to TY jesteś moją dziewczyną… - chłopak ściszył ton, a ja przerwałam śmiech. Zabiję, zabiję, zabiję, zabiję !!! trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam!!!
- Krisie Arthurze Mario Hugginsie spierdalaj jak najdalej ode mnie, bo nie wyrobię!!! – chłopak przestraszony spojrzał na mnie, wiedział, że nie żartuje więc pobiegł do pokoju mojego braciszka, a ja za nim. No co? Zatrzasnął drzwi i usłyszałam ciche szepty tego idioty, proszące o pomoc. Wleciałam na kogoś.
- dobrze się czujesz Megan? – spojrzałam na niego takim wzrokiem, że sam odpowiedział sobie na to pytanie – nie pytam…
Podeszłam do drzwi, wiedziałam, że Zayn je od kluczył, bo nie chciał ich stracić. Mądry jest. Otworzyłam, a raczej weszłam z kopa do pokoju brata.
- gdzie on jest ?!
- nie wiem o kim mówisz…
- Malik! Nie wydurniaj się! Pytam się gdzie jest ten idiota ?!
- jak powiesz mu, czemu z chęcią zobaczyłabyś go w drewnianym pudełku, ubranego w koszulę i garnitur to powiem ci.
- powiedział tacie, że ma dziewczynę i że ją przedstawi!!
- nie widzę w tym nic złego… zazdrość przez ciebie przemawia czy co ? – dupek…
- jaka zazdrość ?! o siebie?! On powiedział, że to JA jestem jego dziewczyną! Czaisz ?!
- oł… - oł... serio? Na tyle cię stać? Dzięki za wsparcie Malik…
- nie oł tylko gdzie on jest!?
- jest w… - nagle do pokoju wleciał zdyszany Max. Jeszcze tego tu brakowało… spojrzał na mnie i mnie… przytulił? WTF?! Widocznie nasz najodważniejszy z całej paczki bohater bał się dziewczyny. No cóż czasem są plusy bycia tą „najniebezpieczniejszą” w grupie.
- Meg spokojnie co się stało ?
- nie, nie, nie ja tu zaraz nie wytrzymam!! Gdzie jest ten idiota ?!
- co się stało ?!
- powiedziałem tacie, że mam dziewczynę… - no proszę nasza zagubiona królewna się znalazła… poczułam, że znalazłam się w czyiś ramionach.
- Meg przepraszam, powiem mu prawdę, dam mu trzy stówy, ale nie gniewaj się już na mnie proszę… - ehh dlaczego ja nie umiem się na nich gniewać? Pytam się dlaczego…
- wybaczam…
- naprawdę ?
- dobrze wiesz, że nie umiem inaczej…
- wiem, ale widząc twoją furię rozważałem to…
- zaraz, zaraz, bo nie czaję… czy wy… boże!! Jesteście razem i to ukrywaliście?! Myślałem, że się przyjaźnimy!! Zawiodłem się na was!! – Max był zły. Biedak, wiedział to co usłyszał. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
- nie głupku, po prostu ta oferma, palnęła coś i powiedziała od dupy, że jest ze mną…
- aaa no jeśli tak to popieram twoją furię. –chyba pożałował tych słów, bo został za nie skarcony lodowatym spojrzeniem Hugginsa, a to chyba najgorsze z najgorszych spojrzeń. Chłopak tylko się uśmiechnął i pocałował mnie w policzek. Spojrzałam na mojego przyjaciela stojącego koło Mulata. Ehh pewnie się za to skarcę, ale nie potrafię na to potrzeć…
- mogę udać twoją dziewczynę, a potem powiesz, że to po prostu jednak nie wyszło. Jak nie ta, to kolejna, czy coś w tym stylu... – w co ja się pakuję?! Mimo to, najwspanialszą rzeczą, jaką dziś zobaczyłam były te iskierki nadziei w jego błękitnych oczach.
- naprawdę !?
- co mi szkodzi… - chłopak podskoczył do mnie i przytulił nas obu. (czyt. Mnie i Maxa, który najwidoczniej nie miał zamiaru się odkleić) – idziemy teraz czy kiedy indziej ?
- mam stresa…
- ty to mówisz? To ja muszę udawać twoją dziewczynę…
- przepraszam…
- spoko, a może reszta pójdzie z nami? No wiesz… razem raźniej…
- ja idę !!
- tak wiem Max. Zayn idziesz?
- nie wiem…
- czyli idziesz. Poczekacie na mnie? Pójdę się przebrać.
Poszłam do swojego pokoju i stanęłam przed ogromną szafą. Musieliśmy jeszcze zabrać Koczisa… cholera… ubrałam
Zleciałam po schodach szukając numeru pani Cam.
- Meg dalej nie mamy całego dnia…
- ok ok tylko się napiję, a ty zadzwoń do sąsiadki i powiedz, że przyjdziemy za dwie godzinki, bo mamy coś do załatwienia. Łap! – rzuciłam telefonem w mojego brata. Nie, nie dlatego, że jest wytrzymały czy coś, ale doskonale wiedziałam, że go złapie.
- po co mamy tam iść?
- Zayn… prosiła nas, aby przez weekend zająć się jej psem, bo wyjeżdża. Mieliśmy to zrobić rano…
- no tak… to idź się napij, czy co tam chcesz, a ja zadzwonię. Pojedziemy autem, więc będziemy szybciej.

Będąc pod domem mojego przyjaciela łomotało mi serce. Bywałam tu tyle razy, ale dopiero dzisiaj poznam jego ojca.

________
hi kochani! obiecałam, i jest rozdział 3 ! <3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz