sobota, 25 stycznia 2014

CHAPTER 4 czasem warto stracić wszystko, by docenić to co mamy.

ROZDZIAŁ 4
                                                                     włącz :)
- Meg, Meg wstawaj. Jesteśmy na miejscu. – ze snu wybudziły mnie delikatne wstrząsy. Ugh, zawsze jak zasnę, ktoś musi mnie obudzić.
- gdzie jesteśmy? – zaczęłam się przeciągać, co sprawiło mi ogromny kłopot, no cóż, samochód nie jest dobry na tego typu sprawy.
- rozejrzyj się, a się dowiesz. – mój brat nie często miał tak spokojną barwę głosu. Ogromnie mnie to cieszyło, miał śliczny głos, jednak przez alkohol i fajki często miał chrypkę. Otworzyłam ospale oczy i ujrzałam piękne fale obijające się o brzeg plaży. Moje dzieciństwo, każdy rok, każda kolonia, każde wakacje, pierwszy pocałunek, pierwsza miłość, pierwsze rozczarowanie, prawdziwa przyjaźń i bezgraniczna miłość mojego brata w stosunku do mojej osoby. Te rzeczy kojarzyły mi się z tym miejscem. Było tu pięknie. Wyleciałam z auta ściągając buty i zlewając to, że mam na sobie spodnie, wleciałam do wody. Tak dawno tutaj nie byłam. Biegałam, skakałam, przypominałam tą starą siebie. Dawną Megan, która była odpowiedzialna, szczęśliwa, sumienna. Spojrzałam na brzeg i zauważyłam uśmiechniętego brata. Taaak, kochałam jego uśmiech, był tak wielką podporą dla mnie. Kiwnęłam ręką, by przyszedł do mnie. Za chwilę oboje kąpaliśmy się w ciepłym morzu. Kocham każdą chwilę spędzoną z nim. Zayn też się zmienił, owszem, ale nie tak dużo jak ja. Od niego nikt się nie odsunął. Mimo to, nie zamierzałam teraz o tym myśleć. Cieszyłam się chwilą, tak po prostu, coś, co jeszcze jakiś czas temu dla mnie wydawało się praktycznie niemożliwe, dzieję się tu i teraz. Dziwne uczucie, ale bardzo przyjemne, czasem warto stracić wszystko, by docenić to co mamy. Żyć, być, marzyć, chwila, uśmiech i szczęście, coś co powinniśmy cenić najbardziej. Z Zaynem jeszcze przez jakiś czas chlapaliśmy się, wrzucaliśmy nawzajem do wody. Tak bardzo chciałabym trwać tak na wieki. Poczułam chłodny wiatr, więc poszłam do auta po sweterek. Gdy wróciłam, zauważałam sylwetkę mojego brata siedzącego na plaży. Usiadłam koło niego, oparłam głowę o jego ramie i z rozmarzeniem wspominałam wszystkie chwile, obozy, oraz nasze ostatnie wakacje tutaj, wtedy, kiedy było dobrze, gdy żyli rodzice.

widok wschodzącego słońca, piękne morze, dwójka dorosłych ludzi wtulona do siebie, którzy wydają się być szczęśliwi, jakby mieli wszystko, co potrzebowali. Mieli, dwójkę dzieci. Siedmioletnią blondyneczkę, oraz rok starszego synka. Rodzina jak z marzeń. Biegające za psem dzieci, śmiech, radość, bezgraniczna miłość. Rodzina z bajki? Nie, ich rodzina.
Na samo wspomnienie naszych wakacji uśmiechnęłam się. Rodzicie, osoby, które pomijając to, że nie raz ich zezwałeś, krzyczałeś, kłóciłeś zawsze były przy tobie. ZAWSZE, niby proste słowo, a jednak znaczy wiele rzeczy. To słowo jest jak jedno, nic nie warte. Oni obiecywali, że zawsze będą trwać przy nas. To słowo miało znaczenie przez osiem następnych lat. Osiem, ta mało. Po pewnym czasie poczułam chłód na policzkach. Mój brat objął mnie ramieniem i mocno w siebie w tulił. Przy nim mogłam czuć się bezpieczna. Siedząc tak, nie myślałam o Londynie, o tym, co zdarzyło się dzisiaj. Dziękowałam Bogu, że zostawił mi taką osobę, która zrobi dla mnie wszystko, która nigdy mnie nie zostawi. Wiedziałam kiedy wrócimy. W czwartek mam się zjawić do szpitala, gdzie podadzą mi to co zawsze, usłyszę „będzie dobrze” i znów będę oglądać cierpienie w tych miodowych oczach. Najgorsze, co mogło mi się trafić, to nie choroba, lecz widok jego smutnego spojrzenia. Owszem, próbował udawać, że nie cierpi, że wierzy, ale ja wiem, że mimo tej wiary i tak cierpi. Za dobrze go znam. Wstaliśmy i poszliśmy do domku, który mamy wynajęty na kolejne lata, można powiedzieć, że jest nasz. Był mały, ale przestronny. Można rzec, że wręcz idealny. Wleciałam do pokoju i położyłam się na łóżko. Po moich policzkach spływały łzy. Byłam tak zmęczona, że ledwo poczułam delikatnego całusa na moim czole. Zayn zawsze mówił przy tym „jesteś bezpieczna” myślałam, że dziś tego nie powie, lecz zamykając drzwi szepnął pod nosem to piękne zdanie. Zmęczona dniem odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Otworzyłam oczy i poczułam nieprzyjemne pieczenie, tak widocznie musiałam wczoraj płakać. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz. Ubrałam strój kąpielowy i zwiewną sukienkę, w końcu jesteśmy na plaży tak? Założyłam japonki i zbiegłam na dół czując zapach naleśników. Mój braciszek był królem pod tym względem.
- hej Zaynuś!
- hej Meg! – właśnie ściągnął z patelni ostatniego naleśnika. Obrócił się do mnie i spojrzał z lekkim zaskoczeniem. – czy ty masz na sobie sukienkę?
- tak, dziwne no nie?
- mi się bardzo podoba. Siadaj! Jak zjemy idziemy popływać co ty na to?
- Zayn…
- słucham?
- będziemy tu do czwartku tak?
- Meg…
- dzwonili ze szpitala, powiedzieli
- wiem, Megan. Nie mówmy teraz o tym ok? – Zayn nawet na mnie nie spojrzał, wiedziałam czemu. Zjadłam naleśnika i umyłam talerz. Podeszłam do szuflady i wyciągnęłam krem z filtrem. Nie lubiłam się opalać, ale podczas kąpiel słońce również grzeje. Posmarowałam się cała, jestem rozciągnięta, więc nie trudne dla mnie smarowanie sobie pleców. Szło mi to szybko. Rzuciłam tubkę Zaynowi i poszłam do pokoju odłożyć telefon. Po kilku minutach chlapaliśmy się w wodzie. Zachowywaliśmy się jak pięcioletnie dzieci, ale raz się żyje. Położyłam się na materac i pomału odpychając się rękami dryfowałam w kółko. Zayn poszedł usiąść i rozmawiał z jakąś ładną szatynką. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc ten uroczy widok. Zamknęłam oczy, by wszystko przemyśleć. Plaża była pełna ludzi, no cóż, mamy lato. Usłyszałam czyjś krzyk i przestraszyłam się, krzyknęłam i wpadłam do wody, później nic nie pamiętam.

**** OCZAMI ZAYNA ****
Na plaży poznałem Lexie. Niska, szczuplutka, ciemnoskóra szatynka o pięknych błękitnych oczach. Poprosiła mnie o posmarowanie pleców, na co chętnie się zgodziłem. Trochę porozmawialiśmy, gdy usłyszałem krzyk mojej siostry. Serce odmawiało mi posłuszeństwa, najpierw stanęło, potem waliło jak oszalałe. Zerwałem się na równe rogi i spojrzałem na morze. Nie ma jej na materacu! Nie ma jej! Kurwa! To nie możliwe! Zacząłem krzyczeć jej imię, lecz nie odzyskałem odpowiedzi. Zacząłem się trząść. Wleciałem do wody i jak najszybciej podpłynąłem pod jej materac nurkując. Nigdzie jej nie widziałem. Zauważyłem jakiegoś chłopaka, który ciągnął ją w stronę brzegu. Podpłynąłem do niego i złapałem moją siostrę podpływając razem z nim. Położyłem ją na piasku i sprawdziłem puls, ledwo odczuwalny, ale ona żyła. Chłopak odsunął mnie od niej, ale nie chciałem.
- ty debilu! Odejdź od niej! Chcę jej pomóc, a ty mi to utrudniasz! Jak powiem już to trzydzieści razy uciskasz klatkę jasne? Niech ktoś zadzwoni po pogotowie, ma się zjawić natychmiast! Zrozumiano?!
Dopiero teraz dotarło do mnie to co się stało. Reanimowaliśmy ją niecałe trzy minuty, potem zabrało ją pogotowie. Wsiadłem z chłopakiem w auto i ruszyliśmy do szpitala. Nie wiedziałem co się dzieje. Kręciło mi się w głowie, nie potrafiłem oddychać, to ona była moim tlenem, jeśli odejdzie, to odejdę z nią. Nie przeżyję dnia bez niej. Wlecieliśmy do środka, spytałem gdzie ona jest. Czekaliśmy na korytarzu. Próbowałem wytrzymać, lecz nie w takiej chwili. Dałem upust emocją. Tak po prostu zacząłem płakać. Londyński bad boy płakał. I takie cuda się zdarzają. Spojrzałem na chłopaka który odpisywał komuś na sms’a. Kogoś mi przypominał, lecz nie miałem zamiaru zaprzątać sobie tym głowy, nie teraz, nie teraz kiedy moja siostra umiera. Gdy byliśmy mali obiecaliśmy, że po śmierci rodziców zawsze będziemy razem, a ona zwalczy chorobę. Mieliśmy spędzić tam jeszcze trzy dni, dlaczego jej nie pilnowałem?! Muszę zadzwonić do jej lekarza, że możemy nie przyjechać i żeby coś na to poradził.
- kim dla ciebie jest ta dziewczyna? – z zamyśleń wybudził mnie głos osoby siedzącej naprzeciwko. Kim on jest? Spojrzałem na niego szybko czując łzy pod moimi powiekami.
- jest moją siostrą, jedyną. Najcenniejsza i jedyna osoba jaką mam.
- a wasi rodzice? Może zadzwoń do nich…
- nasi rodzice nie żyją już dawno – chłopak zamilkł – dlaczego tu siedzisz? – nie miałem zamiaru się go pytać, ale co mi zależy? Jeśli ona odejdzie to ja też.
- po prostu martwię się o twoją siostrę. Znam ją ze szkoły, lecz ona mnie? Pewnie nawet mnie nie pamięta… jeśli ci to przeszkadza to mogę odejść…
- nie, siedź. Nie przeszkadzasz mi… - zadzwoniłem do pana Hoffnera, by powiedzieć co się stało. Przyjedzie w czwartek z potrzebnymi rzeczami. Podszedłem do automatu z kawą i wziąłem dwie. Podałem chłopakowi i jak cień siedziałem na jakiekolwiek informacje. Nagle z Sali wyszedł lekarz. Cała energia powróciła.
- panie doktorze co z nią?! – mężczyzna spojrzał na mnie znad okularów.
- kim pan jest?
- jestem bratem Megan. – spojrzał w jakieś papiery, możliwe, że to była karta siostry i uśmiechnął się do mnie – czyli się udało?! Uratowaliście ją!? – cieszyłem się jak małe dziecko.
- proszę poczekać… tak udało się, pańska siostra żyje, ale aktualnie leży w śpiączce farmakologicznej dla jej bezpieczeństwa, podejrzewamy również, że straciła część może małą, ale może dużą pamięci. Może pan do niej wejść. – chciałem wbiec do Sali, ale przypomniałem sobie, że muszę mu o tym powiedzieć.
- doktorze, bo… bo moja siostra jest chora. Lekarz przyjedzie do niej w czwartek i poda jej chemię, czy może jej podać, czy zadzwonić, że jednak nie?
- może spokojnie przyjechać. Oczywiście muszę być przy jego wizycie, ale śpiączka nie jest powodem do przyjmowania leków. Człowiek musi jeść, pić, oraz powinien pan do niej mówić cały czas, ona musi słyszeć czyjś głos, by dźwięk maszyn nie stał się dla niej rutyną.
- dobrze doktorze, dziękuję. – wszedłem do Sali, lecz to co zobaczyłem mnie przeraziło. Tak wyglądał kilka lat temu, nigdy nie chciałem wracać do tych wspomnień. Podszedłem do łóżka i złapałem ją za rękę.
- kocham cię Megan, wybacz mi, nie powinienem cię zostawić samej, powinienem siedzieć z tobą w wodzie, póki byś nie zdecydowała, że chcesz wyjść. – usłyszałem delikatne pukanie, po czym zobaczyłem tego samego chłopaka co na korytarzu.
- mogę wejść?
- tak, pewnie wchodź.
- czy mógłbym tu przychodzić, sprawdzać jak ona się czuje? Wiem, że będzie tu pan cały czas, ale miałbym splamione sumienie, gdyby tu nie mógł przychodzić – jemu chyba zależało na mojej siostrze, przecież nie mogę mu zabronić, on pewnie też się martwi.
- możesz, nie mam nic przeciwko. A! i jestem Zayn, a nie pan. – podałem mu rękę, uśmiechnął się i ją uścisnął.

- dziękuję, jestem…


__________________
POMOCY!! nie wiem z kim mam przedstawić Zayna, duży wybór ;c proszę odpowiedzcie w kom. kogo chcecie w następnym rozdziale:
Liam, Niall, ktoś inny (podajcie kto) zaznaczajcie w ankiecie i piszcie w komentarzach kogo chcecie, macie prawo wyboru! :)
+ przepraszam za długą nieobecność, ale stres z ostatnich dni jakoś nie pomagał w pisaniu kolejnej części ;/
mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo źli ;c
Miłego dnia <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz