ROZDZIAŁ 3
- cześć tato…
-dzień dobry.
- no no jednak jesteście
razem… przegrałem kasę…
- no, nie powiem miły pan
jest…
- taka moja natura.
Wchodźcie. – ohh raczył nas wpuścić.
- Megan przynieś szklanki,
wiesz gdzie są. – oh realy? Poszłam do kuchni i położyłam sześć szklanek na
stole.
- proszę… - usiadłam koło
Maxa. Mężczyzna wziął szklankę i nalał sobie wody. Oh, ależ nie trzeba
dziękować… chce mi pan nalać? Dam radę sama. Uhg, egoista. Wyciągnął portfel i
dał chłopakowi kasę, tyle szczęścia, bo by było po nim, gdyby mnie okłamał –
marny jego los. Jasemmy, mama chłopaka przyniosła krewetki.
- no dzieciaczki, każdy musi
spróbować!- spojrzałam się na chłopaków. Kris spojrzał na mnie normalnie, czyli
takie dania to u niego norma. Zayn siedział jak wryty, tak jak i Max. Myślałam,
że wybuchnę śmiechem.
- ja nie mogę… jestem
wegetarianinem. – haha Malik? Serio? Ah zemsta za to „oł”
- chciałeś powiedzieć
braciszku, że byłeś, ale teraz próbujesz każde mięso, chyba, że nie jest ładnie
podane. – zemsta udana, bo chłopak zmroził mnie wzrokiem.
- ja już jadłem, ale się
skuszę…
- a już się wystraszyłam!
Jesteś jeszcze młodym chłopcem i musisz jeść mięso! – hahahaha zaraz jebnę!
„młody chłopiec” oblał się rumieńcem. – jedz Meg!
- ymm ale te krewetki się
tak na mnie patrzą i mam wrażenie, że krzyczą „nie jedz mnie Megan, nie rób nam
tego, nieeee” – widząc miny chłopców ściszałam ton głosu przez co ostatnie
wyrazy ledwo usłyszeli. Ich miny typy „jesteś idiotką dziewczyno” trochę by
mnie speszyły gdyby nie śmiech kobiety.
- jesteś zabawna Meg. –
uśmiechnęłam się do niej i szybko wzięłam krewetkę.
~~~~~OCZAMI KRISA~~~~~~
Megan odwalało. Widziałem
minę mojego ojca i szczerze chciałem się śmiać. Moja mama uważała, że jest
zabawna.
- nawet nie wiesz jak się
cieszę, że to ciebie wybrał mój synek. – o nie, zaczyna się! Megan spojrzała na
mnie ze sztucznym uśmiechem.
- właśnie też się nad tym
zastanawiałam… - sztuczny uśmiech? Jeszcze trochę i naprawdę jej się przyda.
- to jak kochana, może
dzisiaj przenocujesz u nas z bratem? Robi się ciemno – dziewczyna spojrzała na
mulata ze strachem w oczach.
- oni muszą odebrać psa od
sąsiadki.
- tak, dokładnie za godzinę
musimy po niego przyjść, więc za jakieś pół godziny będziemy się zbierać…
- to przyjdźcie z pieskiem
tutaj!
- ale to jest dużo pies.
- ja uwielbiam psy!
- dziękuję, ale…
- nie ma, ale! Przychodzicie
do nas zaraz pościelę Zaynowi łóżko dobrze? Max dziś też pośpi u nas. Zrobicie
sobie jak to się mówi? Piżama Party! - hahahahaha, nie.
- a ja?
- no ty wiadomo, że z Krisim.
– Meg odchłysnęła ślinę.
- tttak, alle nie lepiej zz
Zaynem?
- no gdzie! Ja nie mam nic przeciwko!
- tttak ja też…
- a no tak zapomniałam!
Zaraz wracam dzieciaczki!
- ja cię do kurwy nędzy
rozjebię jak jakieś obrzydliwego, strasznego, wkurwiającego robala!! – oho
chyba puściły jej nerwy nie dobrze…
- to może potem…
- już jestem kochani –
cholera… co ona wymyśliła? Podeszła do mnie i wzięła moją rękę. Poczułem na
niej coś zimnego. Kurwa, nie!
- to wam się może przydać
dzieci…
- mamo, ale my…
- och, złotko przecież
doskonale to rozumiem. Mamy XXI w więc nie wmawiaj mi, że jeszcze tego nie
robiliście, jesteście już dorośli… - Meg i Zayn zakrztusili się krewetkami, Max
szczerzył się jak głupek, a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Dziewczyna
spojrzała na zegarek. Do wyjścia mamy jeszcze ok 20 min.
- och… jak ten czas minął
musimy już lecieć Zayn! A i nie zostaniemy, bo właśnie dostałam SMS od
przyjaciółki, jest załamana i u nas nocuje, przepraszam… to, ten dobranoc!
- szkoda… do widzenia!, miło
było was poznać. Wpadajcie czas od czasu! – Meg poszła szybko do korytarza, a
za nią Zayn, nie pozostałem im dłużny i razem z przyjacielem ruszyliśmy do
korytarza. Szybko ubrała buty i wyleciała z domu, razem z chłopakami
wylecieliśmy z nią. Meg zaczęła przyspieszać, więc pobiegłem za nią.
~~~~~~ OCZAMI MEG ~~~~~~
Nie, to już było przegięcie,
miałam udawać TYLKO jego dziewczynę i co?! Znowu wszystko spieprzył. Usłyszałam
za sobą czyjeś, a raczej jego kroki. Ah, przybiegnie, przytuli i powie
przepraszam, a ja odwzajemnię i mu wybaczę. Nie, nie ta bajka. Nie tym razem.
Teraz przegiął pałę. Jestem zbyt zła, na wysłuchiwanie jego przeprosin. Już
czuję reakcję Zayna jak tu dobiegnie. Kolorowo nie będzie, mimo, że mi ufał,
miał dystans do innych, a pomijając to, że doskonale wiedział, że mam tylko
udawać, to i tak najchętniej obiłby szatynowi twarz. Tak, taki jest mój brat,
ale mimo tego, że jest mściwym człowiekiem, nigdy nie potrafiłby mnie
skrzywdzić. Raz podniósł rękę na mojego ojca, oczywiście nie powinien, ale
stanął w mojej obronie.
Ojciec wrócił do domu zlany w trzy dupy i
zaczął się do mnie rzucać, po tym jak mu odpyskowałam popchnął mnie na ziemię,
z taką siłą, że zahaczając o szafkę, przez którą rozcięłam sobie brew, zleciał
na mnie wazon, który zostawił po sobie ślad do dzisiaj. Nawet nie wiecie, jak
to jest… idziesz sobie ulicą, a ludzie wokół ciebie zauważają szramy na ręce.
Jedyne wyjście? Zostawię ją w spokoju niech się tnie dalej. Fajnie no nie?
Nigdy nie zrobiłam sobie krzywdy, a ludzie wiedzą ode mnie lepiej, no cóż, nie
będę się kłócić. W każdym bądź razie nie czułam bólu. Złość rozsadzała mnie od
środka, była jak znieczulenie. Wstałam, lecz pożałowałam. Zawróciło mi się w głowię,
więc by nie sunąć się na ziemię podparłam się o szafkę. Spojrzałam załzawionymi
oczami na tatę, jego twarz nie wyrażała uczuć. To tak bolało. Po chwili czułam
słony smak w kącikach. Tak, łzy. Tylko trójka osób, zaakceptowała moją
sytuację. Trójka, spośród kilkunastu bardzo dobrych znajomych i „przyjaciół”.
Trójka. Usłyszałam czyjeś kroki po schodach, to był mój brat, gdy nas zobaczył,
wiedziałam, co się stanie. Chłopak podszedł do mnie, złapał mój podbródek i
uniósł w górę, potem spojrzał na moje ręce. Jego źrenice się momentalnie
rozszerzyły, doskonale wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego. Wstał i
podszedł do mojego ojca zaciskając pięść, która dzięki zamaszystemu ruchowi
jego ramienia zderzyła się z policzkiem rodzica. Tata upadł na ziemię, a Zayn chciał
obkładać go dalej, ale rzuciłam się na jego plecy, co spowodował utrudnienie
jakichkolwiek ruchów. Kucnęłam przy ojcu i wydarłam się na Zayna, który
krzyknął, że jestem nim tak omamiona, że nawet jak zrobił mi krzywdę próbuję go
wytłumaczyć. Miał rację, nawet wtedy go broniłam. Broniłam człowieka, który tak
potwornie mnie zranił, który zostawił blizny na moim ciele. Kilka minut później
zobaczyłam sylwetkę wściekłego bruneta z walizką, trzasnął drzwiami i nawet się
nie pożegnał. Próbowałam za nim biec, wołać go, ale nie potrafiłam, nie miałam
siły. Po pewnym czasie zauważyłam mamę. Dalej nie pamiętam. Potem obudziły mnie
jakieś dźwięki. Domyśliłam się jakie, ponieważ już nie raz byłam w szpitalu.
Tam zastałam mojego brata, mamę oraz tatę. Nie byłam na niego zła, przecież go
kochałam. Również dowiedziałam się, że dość często będę odwiedzać to miejsce.
Ta wiadomość przestraszyła rodziców, którzy bojąc się powiedzieć mi to w twarz
pojechali do domu. Tak pojechali, ale nie dotarli na miejsce. Zginęli w wypadku.
Dopiero na ich stypie dowiedziałam się od mojego brata co miał na myśli lekarz.
To mnie zdołowało. To przez to straciłam znajomych, rodzinę, zostały mi trzy
osoby.
Chłopak mnie dogonił, lecz
wyrwałam mu się nie chciałam na niego patrzeć.
- odejdź stąd…
- Meg dobrze wiesz, że nie
chciałem, nie wiedziałem jak zareaguje moja mama…
- powiedziałam odejdź! Czy
ty nie rozumiesz?! Nie obchodzi mnie twoja mama, ani ty obchodzi mnie Zayn! –
nagle jak na zawołanie zjawił się ON.
- ok możecie mi to cholera
jasna wyjaśnić?!
- Zayn dobrze wiesz, że nic
nie doszło między nami i nie dojdzie!
- Meg dlaczego nie chcesz
się przyznać?!
- Fajnie, że mi ufasz
Javadd!! Lepiej wierzyć kobiecie, która pierwszy raz mnie widziała ze swoim
synem i wymyśla nasze życie seksualne, niż siostrze, którą znasz od
dzieciństwa?! Naprawdę?!
- przepraszam Meg… Kris idź z
Maxem po psa a ja gdzieś zabiorę moją siostrę, ok? – chłopak kiwnął głową i
ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze szatyn wstąpił do sąsiadki, a my weszliśmy
do domu.
- idź się spakuj. Korczisem
zajmie się Max, albo Kris. Załatwię kogoś ok?
- dobrze. – posłusznie
udałam się do pokoju i wpakowując do torby potrzebne rzeczy myślałam, gdzie
jedziemy. Znając mojego braciszka, zabierze mnie w miejsce, które dobrze nam
się kojarzy z dzieciństwem. Było ich kilka, jednak każde miało swoją magię.
Każde było inne, a z każdym związane inne wspomnienia. Schodząc na dół,
zobaczyłam mojego brata i przyjaciela. Nic nie mówiąc ominęłam ich bez słowa i
poszłam do garażu. Otworzyłam bagażnik, do którego wpakowałam swoją walizkę,
oraz walizkę Zayna, leżącą koło auta. Podszedł do mnie mój brat i delikatnie
ucałował mnie w czoło. Uwielbiałam to. Wsiadłam do auta, wygodnie zajęłam
miejsce i przypięłam się pasami.
- dokąd mnie zabierasz
braciszku?
- w nasze miejsce. – ta
odpowiedź musiała mnie zadowolić. Doskonale wiedziałam, że nie powie mi gdzie.
cześć! mamy nowy rozdział! czytamy, komentujemy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz