poniedziałek, 13 stycznia 2014

CHAPTER 3 Broniłam człowieka, który tak potwornie mnie zranił

ROZDZIAŁ 3

- cześć tato…
-dzień dobry.
- no no jednak jesteście razem… przegrałem kasę…
- no, nie powiem miły pan jest…
- taka moja natura. Wchodźcie. – ohh raczył nas wpuścić.
- Megan przynieś szklanki, wiesz gdzie są. – oh realy? Poszłam do kuchni i położyłam sześć szklanek na stole.
- proszę… - usiadłam koło Maxa. Mężczyzna wziął szklankę i nalał sobie wody. Oh, ależ nie trzeba dziękować… chce mi pan nalać? Dam radę sama. Uhg, egoista. Wyciągnął portfel i dał chłopakowi kasę, tyle szczęścia, bo by było po nim, gdyby mnie okłamał – marny jego los. Jasemmy, mama chłopaka przyniosła krewetki.
- no dzieciaczki, każdy musi spróbować!- spojrzałam się na chłopaków. Kris spojrzał na mnie normalnie, czyli takie dania to u niego norma. Zayn siedział jak wryty, tak jak i Max. Myślałam, że wybuchnę śmiechem.
- ja nie mogę… jestem wegetarianinem. – haha Malik? Serio? Ah zemsta za to „oł”
- chciałeś powiedzieć braciszku, że byłeś, ale teraz próbujesz każde mięso, chyba, że nie jest ładnie podane. – zemsta udana, bo chłopak zmroził mnie wzrokiem.
- ja już jadłem, ale się skuszę…
- a już się wystraszyłam! Jesteś jeszcze młodym chłopcem i musisz jeść mięso! – hahahaha zaraz jebnę! „młody chłopiec” oblał się rumieńcem. – jedz Meg!
- ymm ale te krewetki się tak na mnie patrzą i mam wrażenie, że krzyczą „nie jedz mnie Megan, nie rób nam tego, nieeee” – widząc miny chłopców ściszałam ton głosu przez co ostatnie wyrazy ledwo usłyszeli. Ich miny typy „jesteś idiotką dziewczyno” trochę by mnie speszyły gdyby nie śmiech kobiety.
- jesteś zabawna Meg. – uśmiechnęłam się do niej i szybko wzięłam krewetkę.


~~~~~OCZAMI KRISA~~~~~~

Megan odwalało. Widziałem minę mojego ojca i szczerze chciałem się śmiać. Moja mama uważała, że jest zabawna.
- nawet nie wiesz jak się cieszę, że to ciebie wybrał mój synek. – o nie, zaczyna się! Megan spojrzała na mnie ze sztucznym uśmiechem.
- właśnie też się nad tym zastanawiałam… - sztuczny uśmiech? Jeszcze trochę i naprawdę jej się przyda.
- to jak kochana, może dzisiaj przenocujesz u nas z bratem? Robi się ciemno – dziewczyna spojrzała na mulata ze strachem w oczach.
- oni muszą odebrać psa od sąsiadki.
- tak, dokładnie za godzinę musimy po niego przyjść, więc za jakieś pół godziny będziemy się zbierać…
- to przyjdźcie z pieskiem tutaj!
- ale to jest dużo pies.
- ja uwielbiam psy!
- dziękuję, ale…
- nie ma, ale! Przychodzicie do nas zaraz pościelę Zaynowi łóżko dobrze? Max dziś też pośpi u nas. Zrobicie sobie jak to się mówi? Piżama Party!  -  hahahahaha, nie.
- a ja?
- no ty wiadomo, że z Krisim. – Meg odchłysnęła ślinę.
- tttak, alle nie lepiej zz Zaynem?
 - no gdzie! Ja nie mam nic przeciwko!
- tttak ja też…
- a no tak zapomniałam! Zaraz wracam dzieciaczki!
- ja cię do kurwy nędzy rozjebię jak jakieś obrzydliwego, strasznego, wkurwiającego robala!! – oho chyba puściły jej nerwy nie dobrze…
- to może potem…
- już jestem kochani – cholera… co ona wymyśliła? Podeszła do mnie i wzięła moją rękę. Poczułem na niej coś zimnego. Kurwa, nie!
- to wam się może przydać dzieci…
- mamo, ale my…
- och, złotko przecież doskonale to rozumiem. Mamy XXI w więc nie wmawiaj mi, że jeszcze tego nie robiliście, jesteście już dorośli… - Meg i Zayn zakrztusili się krewetkami, Max szczerzył się jak głupek, a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Dziewczyna spojrzała na zegarek. Do wyjścia mamy jeszcze ok 20 min.
- och… jak ten czas minął musimy już lecieć Zayn! A i nie zostaniemy, bo właśnie dostałam SMS od przyjaciółki, jest załamana i u nas nocuje, przepraszam… to, ten dobranoc!
- szkoda… do widzenia!, miło było was poznać. Wpadajcie czas od czasu! – Meg poszła szybko do korytarza, a za nią Zayn, nie pozostałem im dłużny i razem z przyjacielem ruszyliśmy do korytarza. Szybko ubrała buty i wyleciała z domu, razem z chłopakami wylecieliśmy z nią. Meg zaczęła przyspieszać, więc pobiegłem za nią.
~~~~~~ OCZAMI MEG ~~~~~~
Nie, to już było przegięcie, miałam udawać TYLKO jego dziewczynę i co?! Znowu wszystko spieprzył. Usłyszałam za sobą czyjeś, a raczej jego kroki. Ah, przybiegnie, przytuli i powie przepraszam, a ja odwzajemnię i mu wybaczę. Nie, nie ta bajka. Nie tym razem. Teraz przegiął pałę. Jestem zbyt zła, na wysłuchiwanie jego przeprosin. Już czuję reakcję Zayna jak tu dobiegnie. Kolorowo nie będzie, mimo, że mi ufał, miał dystans do innych, a pomijając to, że doskonale wiedział, że mam tylko udawać, to i tak najchętniej obiłby szatynowi twarz. Tak, taki jest mój brat, ale mimo tego, że jest mściwym człowiekiem, nigdy nie potrafiłby mnie skrzywdzić. Raz podniósł rękę na mojego ojca, oczywiście nie powinien, ale stanął w mojej obronie.

 Ojciec wrócił do domu zlany w trzy dupy i zaczął się do mnie rzucać, po tym jak mu odpyskowałam popchnął mnie na ziemię, z taką siłą, że zahaczając o szafkę, przez którą rozcięłam sobie brew, zleciał na mnie wazon, który zostawił po sobie ślad do dzisiaj. Nawet nie wiecie, jak to jest… idziesz sobie ulicą, a ludzie wokół ciebie zauważają szramy na ręce. Jedyne wyjście? Zostawię ją w spokoju niech się tnie dalej. Fajnie no nie? Nigdy nie zrobiłam sobie krzywdy, a ludzie wiedzą ode mnie lepiej, no cóż, nie będę się kłócić. W każdym bądź razie nie czułam bólu. Złość rozsadzała mnie od środka, była jak znieczulenie. Wstałam, lecz pożałowałam. Zawróciło mi się w głowię, więc by nie sunąć się na ziemię podparłam się o szafkę. Spojrzałam załzawionymi oczami na tatę, jego twarz nie wyrażała uczuć. To tak bolało. Po chwili czułam słony smak w kącikach. Tak, łzy. Tylko trójka osób, zaakceptowała moją sytuację. Trójka, spośród kilkunastu bardzo dobrych znajomych i „przyjaciół”. Trójka. Usłyszałam czyjeś kroki po schodach, to był mój brat, gdy nas zobaczył, wiedziałam, co się stanie. Chłopak podszedł do mnie, złapał mój podbródek i uniósł w górę, potem spojrzał na moje ręce. Jego źrenice się momentalnie rozszerzyły, doskonale wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego. Wstał i podszedł do mojego ojca zaciskając pięść, która dzięki zamaszystemu ruchowi jego ramienia zderzyła się z policzkiem rodzica. Tata upadł na ziemię, a Zayn chciał obkładać go dalej, ale rzuciłam się na jego plecy, co spowodował utrudnienie jakichkolwiek ruchów. Kucnęłam przy ojcu i wydarłam się na Zayna, który krzyknął, że jestem nim tak omamiona, że nawet jak zrobił mi krzywdę próbuję go wytłumaczyć. Miał rację, nawet wtedy go broniłam. Broniłam człowieka, który tak potwornie mnie zranił, który zostawił blizny na moim ciele. Kilka minut później zobaczyłam sylwetkę wściekłego bruneta z walizką, trzasnął drzwiami i nawet się nie pożegnał. Próbowałam za nim biec, wołać go, ale nie potrafiłam, nie miałam siły. Po pewnym czasie zauważyłam mamę. Dalej nie pamiętam. Potem obudziły mnie jakieś dźwięki. Domyśliłam się jakie, ponieważ już nie raz byłam w szpitalu. Tam zastałam mojego brata, mamę oraz tatę. Nie byłam na niego zła, przecież go kochałam. Również dowiedziałam się, że dość często będę odwiedzać to miejsce. Ta wiadomość przestraszyła rodziców, którzy bojąc się powiedzieć mi to w twarz pojechali do domu. Tak pojechali, ale nie dotarli na miejsce. Zginęli w wypadku. Dopiero na ich stypie dowiedziałam się od mojego brata co miał na myśli lekarz. To mnie zdołowało. To przez to straciłam znajomych, rodzinę, zostały mi trzy osoby.

Chłopak mnie dogonił, lecz wyrwałam mu się nie chciałam na niego patrzeć.
- odejdź stąd…
- Meg dobrze wiesz, że nie chciałem, nie wiedziałem jak zareaguje moja mama…
- powiedziałam odejdź! Czy ty nie rozumiesz?! Nie obchodzi mnie twoja mama, ani ty obchodzi mnie Zayn! – nagle jak na zawołanie zjawił się ON.
- ok możecie mi to cholera jasna wyjaśnić?!
- Zayn dobrze wiesz, że nic nie doszło między nami i nie dojdzie!
- Meg dlaczego nie chcesz się przyznać?!
- Fajnie, że mi ufasz Javadd!! Lepiej wierzyć kobiecie, która pierwszy raz mnie widziała ze swoim synem i wymyśla nasze życie seksualne, niż siostrze, którą znasz od dzieciństwa?! Naprawdę?!
- przepraszam Meg… Kris idź z Maxem po psa a ja gdzieś zabiorę moją siostrę, ok? – chłopak kiwnął głową i ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze szatyn wstąpił do sąsiadki, a my weszliśmy do domu.
- idź się spakuj. Korczisem zajmie się Max, albo Kris. Załatwię kogoś ok?
- dobrze. – posłusznie udałam się do pokoju i wpakowując do torby potrzebne rzeczy myślałam, gdzie jedziemy. Znając mojego braciszka, zabierze mnie w miejsce, które dobrze nam się kojarzy z dzieciństwem. Było ich kilka, jednak każde miało swoją magię. Każde było inne, a z każdym związane inne wspomnienia. Schodząc na dół, zobaczyłam mojego brata i przyjaciela. Nic nie mówiąc ominęłam ich bez słowa i poszłam do garażu. Otworzyłam bagażnik, do którego wpakowałam swoją walizkę, oraz walizkę Zayna, leżącą koło auta. Podszedł do mnie mój brat i delikatnie ucałował mnie w czoło. Uwielbiałam to. Wsiadłam do auta, wygodnie zajęłam miejsce i przypięłam się pasami.
- dokąd mnie zabierasz braciszku?

- w nasze miejsce. – ta odpowiedź musiała mnie zadowolić. Doskonale wiedziałam, że nie powie mi gdzie. 

cześć! mamy nowy rozdział! czytamy, komentujemy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz