CHAPTER 6
Dni mijały, a jej pamięć nie powracała. Ile bym dał, by znowu ujrzeć jej spojrzenie pełne siostrzanej miłości, w którym nawet iskierka "nienawiści" zamieniała się z nie istniejący pyłek. Chcę, aby wróciły te jej dogryzki, wredne lub nie miłe teksty skierowane w moją stronę, nawet to sprawiłoby mi radość. Kilka dni wcześniej zaczęliśmy się wygłupiać w kuchni tak jak za dawnych czasów, kiedy wychodziliśmy cali w mące, a teraz wszystko wróciło do "normy"... Szczerze? już nie daję sobie z tym rady. Dawno się nad tym zastanawiałem, lecz teraz jestem pewien. Wyprowadzam się. Podeszłem do swojej szafy i wyciągnąłem z niej torbę. Między czasie zadzwoniłem załatwić sobie bilet do Stanów, mamy tam ciocię, więc będę miał gdzie mieszkać. Wrzucając do swojej walizki koszulki, natknąłem się na jej apaszkę. Zostawiła ją kiedyś u mnie. Wrzuciłem ją do reszty. Po czym wyszedłem z domu w stronę lotniska. Postanowiłem przejść się na nogach, bo co zrobiłbym z autem? Zszedłem do salonu i spojrzałem na całe pomieszczenie, w oczy rzuciło mi się zdjęcie całej rodziny nad kominkiem. Podszedłem bliżej i wziąłem ramkę do dłoni. Mama, obejmujący ją tata, a na jego kolanach siedziałem ja trzymając Meg w ramionach. Samotna łza spłynęła po moim policzku. Nie mogłem wyjść bez jakiego kolwiek znaku. Postanowiłem napisać, że wyjeżdrzam, gdzie, kiedy i o której. Po czym udałem się w strone lotniska.
* w tym samym czasie *
Rano było ciepło, więc udałam się na małe zakupy do domu. Wracając, trochę rozmyślałąm nad moim życiem. Naprawdę bardzo dobrze układa mi się z Niallem, coś do niego czuję i mam wrażenie, że on do mnie też, natomiast martwii mnie sprawa z Zaynem. To chyba nie możliwe, aby rodzeństwo zachowywało sie jak para. Nie znam go, znaczy znam, ale nic tak jakby o nim nie wiem.
Na chodniku, po drugiej stronie jezdni stała budka z kurczakami. Ponoć kiedyś byłam wegetarianką, ale to nie dla mnie. Wygrzebałam telefon z kieszeni sprawdzając godzinę, zamykają ją za minutę. Szybko ruszyłam w stronę jezdni i nagle usłyszałam pisk opon i zapach palonej gumy. Obróciłam się i ujrzałam przed sobą samochód, za którym unosił się dym, spowodowany tarciem opon o podłoże. Przed oczami ukazał się filmik z całego mojego życia. Moja pamięć wróciła! Widząc przestraszonego, a zarazem złego chłopaka, który kilka razy pytał czy nicmi nie jest spojrzałam na niego tępo, a potem rzuciłam mu się w ramiona.
- Boże dziękuję, że zesłałeś na mnie tego człowieka - mina nastolatka (?) była śmieszna, oszołomiony złapał mnie w talii ale dalej mnie nie rozumiał
- uderzyła się pani w głowę?
- co!? nie! dziękuję!!!
- ale... ale za co? prawie panią potrąciłem... - ludzie patrzyli na nas jak na debili, nie dziwię się, niezły cyrk...
- jaka pani?! Jestem Megan!
- Jo...Josh...
- nie wiem jak ci dziękować!
- dalej nie rozumiem...
- a no tak! odzyskałam pamięć! rozumiesz, dzięki tobie znowu wszystko pamiętam!!
- ja.. to się cieszę... ale...
- nie ma ale! Dasz mi swój numer? Muszę ci się odwzięczyć dobrą kawą i ciastkiem, ale teraz muszę lecieć do brata, którego ostatnio zaniedbałam i trochę zraniłam. Ale się ucieszy! - podałam mu telefon, zapisał numer i oddał mi go.
- dziękuję jeszcze raz i do zobaczenia!
- taa mam nadzieję... - przytuliłam go, co tym razem odwzajemnił. Szybko pobiegłam do domu.
- Zayn!!! Zayn gdzie jesteś?! - darłam się wniebo głosy, lecz nie odpowiadał mi. Zrobiłam się głodna. Na lodówce wisiała kartka
cholera, on nie może wyjechać! Nie teraz! Nie, gdy odzyskałam pamięć! Muszę go znaleźć!
~~~~
TAAAAK
długo oczekiwany rozdział, wiem i przepraszam, po prostu brak neta przez tydzień a do tego kompletny brak weny na tego bloga sprawiły, że rozdziału długo nie było, ale jest, myślę, że skończy się za jakieś 2/3 rozdziały, gdyż mam pomysł na nowe opowiadanie, które wymyśliłam przed tym :)
nigdy nie obracaj się za siebie, przeszłość nigdy nie wróci...
wtorek, 6 maja 2014
poniedziałek, 10 lutego 2014
CHAPTER 5 Na mich ramionach widnieją blizny
- Dziękuję, jestem Niall
Siedziałem tak długo czekając na jakikolwiek ruch mojej siostry i nic. Spałem, może z dwie godziny? Musiałem wyglądać na wraka człowieka, bo lekarz Meg dał mi jakieś tabletki. Połknąłem je i znowu usiadłem koło niej. Doktor powiedział mi, że jeśli się obudzi to mam mu dać znać, bo ma dla nas coś ważnego do powiedzenia. Ścisnęło mnie w żołądku, w tym momencie nie miałem siły myśleć o tej dobrej stronie. Wyglądałem i czułem się jak… no właśnie jak? Czułem się jak nic. Wielkie, nic nie znaczące Nic. Teraz byłem pewny moich słów, gdy mówiłem, że ona jest dla mnie jak tlen. Niall siedział na kanapie i nic się nie odzywał. Postanowiłem pójść po sok, bo zaschło mi w gardle. Wyszedłem na korytarz i oparłem się o pudło. Tak bardzo chciało mi się spać. Przebudziłem się gdy zobaczyłem lekarza i pielęgniarkę biegnącego w stronę pokoju. Na korytarzu zobaczyłem blondyna powiedział, że nie mogę wejść, ale Meg obudziła się. Teraz tylko czekać, aż będę mógł wejść. Nerwy szarpały mnie od środka, ale postanowiłem zachować je dla siebie. Usiadłem na krześle i czekałem na jakąkolwiek wiadomość. Podszedł do mnie lekarz i zaprosił do gabinetu.
- miał mi Pan coś powiedzieć…
- tak, chodzi o to, że pana siostra się obudziła, ale niestety straciła pamięć.
- mogę się z nią zobaczyć?
- tak, ale proszę zachować spokój dobrze?
- tak oczywiście. – wyszedłem z gabinetu i podszedłem pod salę mojej siostry. Jeden porządny wdech i otworzyłem drzwi. Meg oglądała coś w telefonie.
- cześć Megan.
- przepraszam, znamy się? – te słowa mnie zabolały. Czułem przeszywający ból w okolicach serca. Dziewczyna, która nigdy się ze mną nie rozstawała, nagle mnie nie pamiętała. Czułem pieczenie pod powiekami. Zamknąłem oczy, odchyliłem głowę w tył i zaczerpnąłem powietrza.
- jestem twoim bratem Meg.
- to ja mam brata? A mógłbyś zawołać rodziców?
- ty, my, my nie mamy rodziców…
- jak to nie mamy? Każdy ma rodziców.
- nie, nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy dowiedzieli się o twojej chorobie.
- jakiej chorobie? Kiedy to było? – dziewczyna zadawała mi miliony pytań, na które nie miałem siły odpowiedzieć, lecz musiałem. Widać po jej minie, że to było dla niej ciężkie.
- jak masz na imię? – te pytania było dla niej łatwiejsze, jednak ja cierpiałem, ona nic nie pamiętała.
- Zayn.
- ładnie, a ile masz lat?
- dwadzieścia
- jesteś rok ode mnie starszy. Możesz mi opowiedzieć o dzieciństwie? – przez trzy godziny opowiedziałem jej w wielkim skrócie nasze lata. Spojrzała na mnie z obojętną miną.
- przepraszam cię, ale jestem zbyt zmęczona, czy mogę iść spać?
- tak, oczywiście. – dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- a czy mógłbyś wyjść? – to był cios poniżej pasa. Dziewczyna, która kiedyś kładła mi się na kolana, która przychodziła do mnie w czasie burzy, teraz wstydzi się przy mnie zasnąć. Tak bardzo chciałem cofnąć czas, lub chociaż uciec z tego więzienia, ale nie mogłem. Słysząc jak twoja siostra nie wie, kim jesteś to można to nazwać męczarniami. Dla mnie sala nr. 9 była salą tortur. Wchodzisz do szpitala z uśmiechem, z pieprzoną nadzieją, że jest lepiej, że odzyskała pamięć, a wychodzisz ze łzami w oczach i brakiem nadziei.
A co bolało najbardziej? To, że zaufała temu chłopakowi. Dziś dziewczyna wychodzi ze szpitala? Szczerze? mam mieszane uczucia, z jednej strony się cieszę, że moja siostrzyczka wychodzi, lecz boję się tego, że nie raz mnie zrani. Potrafi rozmawiać z Niallem, Crisem oraz Maxem, ale nie ze mną, z własnym bratem, którego zna od dzieciństwa. Czuję, że w moim sercu z każdym dniem tkwi coraz więcej szpilek. Na mich ramionach widnieją blizny, może każdy powie, że jestem głupi, ale nie chcę znów być alkoholikiem, nie mogę jej tego zrobić...
*****
PRZEPRASZAM ZA DŁUGĘ NIEOBECNOŚĆ.
wiem rozdział krótki i do dupy przepraszam, ale brak weny i kłopoty rodzinne nie sprzyjają w pisaniu ;c
wybaczcie, kocham was bardzo ;c
sobota, 25 stycznia 2014
WAŻNE !!
Głosujemy w ankiecie obok ----------->
to wy wybieracie z kim będzie kolejny rozdział
zaznaczacie kogo chcecie, jeśli nie ma go na liście, to piszcie w komentarzu!!!
Macie czas do 30.01 później zamykam ankietę!
to wy wybieracie z kim będzie kolejny rozdział
zaznaczacie kogo chcecie, jeśli nie ma go na liście, to piszcie w komentarzu!!!
Macie czas do 30.01 później zamykam ankietę!
CHAPTER 4 czasem warto stracić wszystko, by docenić to co mamy.
- Meg, Meg wstawaj. Jesteśmy
na miejscu. – ze snu wybudziły mnie delikatne wstrząsy. Ugh, zawsze jak zasnę,
ktoś musi mnie obudzić.
- gdzie jesteśmy? – zaczęłam
się przeciągać, co sprawiło mi ogromny kłopot, no cóż, samochód nie jest dobry
na tego typu sprawy.
- rozejrzyj się, a się dowiesz. – mój brat nie często miał
tak spokojną barwę głosu. Ogromnie mnie to cieszyło, miał śliczny głos, jednak
przez alkohol i fajki często miał chrypkę. Otworzyłam ospale oczy i ujrzałam
piękne fale obijające się o brzeg plaży. Moje dzieciństwo, każdy rok, każda
kolonia, każde wakacje, pierwszy pocałunek, pierwsza miłość, pierwsze
rozczarowanie, prawdziwa przyjaźń i bezgraniczna miłość mojego brata w stosunku
do mojej osoby. Te rzeczy kojarzyły mi się z tym miejscem. Było tu pięknie.
Wyleciałam z auta ściągając buty i zlewając to, że mam na sobie spodnie,
wleciałam do wody. Tak dawno tutaj nie byłam. Biegałam, skakałam, przypominałam
tą starą siebie. Dawną Megan, która była odpowiedzialna, szczęśliwa, sumienna.
Spojrzałam na brzeg i zauważyłam uśmiechniętego brata. Taaak, kochałam jego
uśmiech, był tak wielką podporą dla mnie. Kiwnęłam ręką, by przyszedł do mnie. Za
chwilę oboje kąpaliśmy się w ciepłym morzu. Kocham każdą chwilę spędzoną z nim.
Zayn też się zmienił, owszem, ale nie tak dużo jak ja. Od niego nikt się nie
odsunął. Mimo to, nie zamierzałam teraz o tym myśleć. Cieszyłam się chwilą, tak
po prostu, coś, co jeszcze jakiś czas temu dla mnie wydawało się praktycznie
niemożliwe, dzieję się tu i teraz. Dziwne uczucie, ale bardzo przyjemne, czasem warto stracić wszystko, by docenić to co mamy. Żyć,
być, marzyć, chwila, uśmiech i szczęście, coś co powinniśmy cenić najbardziej.
Z Zaynem jeszcze przez jakiś czas chlapaliśmy się, wrzucaliśmy nawzajem do
wody. Tak bardzo chciałabym trwać tak na wieki. Poczułam chłodny wiatr, więc
poszłam do auta po sweterek. Gdy wróciłam, zauważałam sylwetkę mojego brata
siedzącego na plaży. Usiadłam koło niego, oparłam głowę o jego ramie i z
rozmarzeniem wspominałam wszystkie chwile, obozy, oraz nasze ostatnie wakacje
tutaj, wtedy, kiedy było dobrze, gdy żyli rodzice.
widok wschodzącego słońca, piękne morze, dwójka dorosłych ludzi wtulona do siebie, którzy wydają się być szczęśliwi, jakby mieli wszystko, co potrzebowali. Mieli, dwójkę dzieci. Siedmioletnią blondyneczkę, oraz rok starszego synka. Rodzina jak z marzeń. Biegające za psem dzieci, śmiech, radość, bezgraniczna miłość. Rodzina z bajki? Nie, ich rodzina.
widok wschodzącego słońca, piękne morze, dwójka dorosłych ludzi wtulona do siebie, którzy wydają się być szczęśliwi, jakby mieli wszystko, co potrzebowali. Mieli, dwójkę dzieci. Siedmioletnią blondyneczkę, oraz rok starszego synka. Rodzina jak z marzeń. Biegające za psem dzieci, śmiech, radość, bezgraniczna miłość. Rodzina z bajki? Nie, ich rodzina.
Na samo wspomnienie naszych wakacji uśmiechnęłam się.
Rodzicie, osoby, które pomijając to, że nie raz ich zezwałeś, krzyczałeś,
kłóciłeś zawsze były przy tobie. ZAWSZE, niby proste słowo, a jednak znaczy
wiele rzeczy. To słowo jest jak jedno, nic nie warte. Oni obiecywali, że zawsze
będą trwać przy nas. To słowo miało znaczenie przez osiem następnych lat.
Osiem, ta mało. Po pewnym czasie poczułam chłód na policzkach. Mój brat objął
mnie ramieniem i mocno w siebie w tulił. Przy nim mogłam czuć się bezpieczna.
Siedząc tak, nie myślałam o Londynie, o tym, co zdarzyło się dzisiaj.
Dziękowałam Bogu, że zostawił mi taką osobę, która zrobi dla mnie wszystko,
która nigdy mnie nie zostawi. Wiedziałam kiedy wrócimy. W czwartek mam się
zjawić do szpitala, gdzie podadzą mi to co zawsze, usłyszę „będzie dobrze” i
znów będę oglądać cierpienie w tych miodowych oczach. Najgorsze, co mogło mi
się trafić, to nie choroba, lecz widok jego smutnego spojrzenia. Owszem,
próbował udawać, że nie cierpi, że wierzy, ale ja wiem, że mimo tej wiary i tak
cierpi. Za dobrze go znam. Wstaliśmy i poszliśmy do domku, który mamy wynajęty
na kolejne lata, można powiedzieć, że jest nasz. Był mały, ale przestronny.
Można rzec, że wręcz idealny. Wleciałam do pokoju i położyłam się na łóżko. Po
moich policzkach spływały łzy. Byłam tak zmęczona, że ledwo poczułam
delikatnego całusa na moim czole. Zayn zawsze mówił przy tym „jesteś
bezpieczna” myślałam, że dziś tego nie powie, lecz zamykając drzwi szepnął pod
nosem to piękne zdanie. Zmęczona dniem odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Otworzyłam oczy i poczułam nieprzyjemne pieczenie, tak
widocznie musiałam wczoraj płakać. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz. Ubrałam
strój kąpielowy i zwiewną sukienkę, w końcu jesteśmy na plaży tak? Założyłam
japonki i zbiegłam na dół czując zapach naleśników. Mój braciszek był królem
pod tym względem.
- hej Zaynuś!
- hej Meg! – właśnie ściągnął z patelni ostatniego
naleśnika. Obrócił się do mnie i spojrzał z lekkim zaskoczeniem. – czy ty masz
na sobie sukienkę?
- tak, dziwne no nie?
- mi się bardzo podoba. Siadaj! Jak zjemy idziemy popływać
co ty na to?
- Zayn…
- słucham?
- będziemy tu do czwartku tak?
- Meg…
- dzwonili ze szpitala, powiedzieli
- wiem, Megan. Nie mówmy teraz o tym ok? – Zayn nawet na
mnie nie spojrzał, wiedziałam czemu. Zjadłam naleśnika i umyłam talerz.
Podeszłam do szuflady i wyciągnęłam krem z filtrem. Nie lubiłam się opalać, ale
podczas kąpiel słońce również grzeje. Posmarowałam się cała, jestem
rozciągnięta, więc nie trudne dla mnie smarowanie sobie pleców. Szło mi to
szybko. Rzuciłam tubkę Zaynowi i poszłam do pokoju odłożyć telefon. Po kilku
minutach chlapaliśmy się w wodzie. Zachowywaliśmy się jak pięcioletnie dzieci,
ale raz się żyje. Położyłam się na materac i pomału odpychając się rękami
dryfowałam w kółko. Zayn poszedł usiąść i rozmawiał z jakąś ładną szatynką.
Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc ten uroczy widok. Zamknęłam oczy, by
wszystko przemyśleć. Plaża była pełna ludzi, no cóż, mamy lato. Usłyszałam
czyjś krzyk i przestraszyłam się, krzyknęłam i wpadłam do wody, później nic nie
pamiętam.
**** OCZAMI ZAYNA ****
Na plaży poznałem Lexie. Niska, szczuplutka, ciemnoskóra
szatynka o pięknych błękitnych oczach. Poprosiła mnie o posmarowanie pleców, na
co chętnie się zgodziłem. Trochę porozmawialiśmy, gdy usłyszałem krzyk mojej
siostry. Serce odmawiało mi posłuszeństwa, najpierw stanęło, potem waliło jak
oszalałe. Zerwałem się na równe rogi i spojrzałem na morze. Nie ma jej na
materacu! Nie ma jej! Kurwa! To nie możliwe! Zacząłem krzyczeć jej imię, lecz
nie odzyskałem odpowiedzi. Zacząłem się trząść. Wleciałem do wody i jak
najszybciej podpłynąłem pod jej materac nurkując. Nigdzie jej nie widziałem.
Zauważyłem jakiegoś chłopaka, który ciągnął ją w stronę brzegu. Podpłynąłem do
niego i złapałem moją siostrę podpływając razem z nim. Położyłem ją na piasku i
sprawdziłem puls, ledwo odczuwalny, ale ona żyła. Chłopak odsunął mnie od niej,
ale nie chciałem.
- ty debilu! Odejdź od niej! Chcę jej pomóc, a ty mi to
utrudniasz! Jak powiem już to trzydzieści razy uciskasz klatkę jasne? Niech
ktoś zadzwoni po pogotowie, ma się zjawić natychmiast! Zrozumiano?!
Dopiero teraz dotarło do mnie to co się stało. Reanimowaliśmy
ją niecałe trzy minuty, potem zabrało ją pogotowie. Wsiadłem z chłopakiem w
auto i ruszyliśmy do szpitala. Nie wiedziałem co się dzieje. Kręciło mi się w
głowie, nie potrafiłem oddychać, to ona była moim tlenem, jeśli odejdzie, to
odejdę z nią. Nie przeżyję dnia bez niej. Wlecieliśmy do środka, spytałem gdzie
ona jest. Czekaliśmy na korytarzu. Próbowałem wytrzymać, lecz nie w takiej
chwili. Dałem upust emocją. Tak po prostu zacząłem płakać. Londyński bad boy
płakał. I takie cuda się zdarzają. Spojrzałem na chłopaka który odpisywał komuś
na sms’a. Kogoś mi przypominał, lecz nie miałem zamiaru zaprzątać sobie tym głowy,
nie teraz, nie teraz kiedy moja siostra umiera. Gdy byliśmy mali obiecaliśmy,
że po śmierci rodziców zawsze będziemy razem, a ona zwalczy chorobę. Mieliśmy spędzić
tam jeszcze trzy dni, dlaczego jej nie pilnowałem?! Muszę zadzwonić do jej
lekarza, że możemy nie przyjechać i żeby coś na to poradził.
- kim dla ciebie jest ta dziewczyna? – z zamyśleń wybudził
mnie głos osoby siedzącej naprzeciwko. Kim on jest? Spojrzałem na niego szybko
czując łzy pod moimi powiekami.
- jest moją siostrą, jedyną. Najcenniejsza i jedyna osoba
jaką mam.
- a wasi rodzice? Może zadzwoń do nich…
- nasi rodzice nie żyją już dawno – chłopak zamilkł –
dlaczego tu siedzisz? – nie miałem zamiaru się go pytać, ale co mi zależy? Jeśli
ona odejdzie to ja też.
- po prostu martwię się o twoją siostrę. Znam ją ze szkoły,
lecz ona mnie? Pewnie nawet mnie nie pamięta… jeśli ci to przeszkadza to mogę odejść…
- nie, siedź. Nie przeszkadzasz mi… - zadzwoniłem do pana
Hoffnera, by powiedzieć co się stało. Przyjedzie w czwartek z potrzebnymi
rzeczami. Podszedłem do automatu z kawą i wziąłem dwie. Podałem chłopakowi i
jak cień siedziałem na jakiekolwiek informacje. Nagle z Sali wyszedł lekarz. Cała
energia powróciła.
- panie doktorze co z nią?! – mężczyzna spojrzał na mnie
znad okularów.
- kim pan jest?
- jestem bratem Megan. – spojrzał w jakieś papiery, możliwe,
że to była karta siostry i uśmiechnął się do mnie – czyli się udało?! Uratowaliście
ją!? – cieszyłem się jak małe dziecko.
- proszę poczekać… tak udało się, pańska siostra żyje, ale
aktualnie leży w śpiączce farmakologicznej dla jej bezpieczeństwa, podejrzewamy
również, że straciła część może małą, ale może dużą pamięci. Może pan do niej
wejść. – chciałem wbiec do Sali, ale przypomniałem sobie, że muszę mu o tym
powiedzieć.
- doktorze, bo… bo moja siostra jest chora. Lekarz przyjedzie
do niej w czwartek i poda jej chemię, czy może jej podać, czy zadzwonić, że
jednak nie?
- może spokojnie przyjechać. Oczywiście muszę być przy jego
wizycie, ale śpiączka nie jest powodem do przyjmowania leków. Człowiek musi
jeść, pić, oraz powinien pan do niej mówić cały czas, ona musi słyszeć czyjś
głos, by dźwięk maszyn nie stał się dla niej rutyną.
- dobrze doktorze, dziękuję. – wszedłem do Sali, lecz to co
zobaczyłem mnie przeraziło. Tak wyglądał kilka lat temu, nigdy nie chciałem
wracać do tych wspomnień. Podszedłem do łóżka i złapałem ją za rękę.
- kocham cię Megan, wybacz mi, nie powinienem cię zostawić
samej, powinienem siedzieć z tobą w wodzie, póki byś nie zdecydowała, że chcesz
wyjść. – usłyszałem delikatne pukanie, po czym zobaczyłem tego samego chłopaka
co na korytarzu.
- mogę wejść?
- tak, pewnie wchodź.
- czy mógłbym tu przychodzić, sprawdzać jak ona się czuje? Wiem,
że będzie tu pan cały czas, ale miałbym splamione sumienie, gdyby tu nie mógł
przychodzić – jemu chyba zależało na mojej siostrze, przecież nie mogę mu
zabronić, on pewnie też się martwi.
- możesz, nie mam nic przeciwko. A! i jestem Zayn, a nie
pan. – podałem mu rękę, uśmiechnął się i ją uścisnął.
- dziękuję, jestem…
__________________
POMOCY!! nie wiem z kim mam przedstawić Zayna, duży wybór ;c proszę odpowiedzcie w kom. kogo chcecie w następnym rozdziale:
Liam, Niall, ktoś inny (podajcie kto) zaznaczajcie w ankiecie i piszcie w komentarzach kogo chcecie, macie prawo wyboru! :)
+ przepraszam za długą nieobecność, ale stres z ostatnich dni jakoś nie pomagał w pisaniu kolejnej części ;/
mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo źli ;c
Miłego dnia <3
__________________
POMOCY!! nie wiem z kim mam przedstawić Zayna, duży wybór ;c proszę odpowiedzcie w kom. kogo chcecie w następnym rozdziale:
Liam, Niall, ktoś inny (podajcie kto) zaznaczajcie w ankiecie i piszcie w komentarzach kogo chcecie, macie prawo wyboru! :)
+ przepraszam za długą nieobecność, ale stres z ostatnich dni jakoś nie pomagał w pisaniu kolejnej części ;/
mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo źli ;c
Miłego dnia <3
poniedziałek, 13 stycznia 2014
CHAPTER 3 Broniłam człowieka, który tak potwornie mnie zranił
ROZDZIAŁ 3
- cześć tato…
-dzień dobry.
- no no jednak jesteście
razem… przegrałem kasę…
- no, nie powiem miły pan
jest…
- taka moja natura.
Wchodźcie. – ohh raczył nas wpuścić.
- Megan przynieś szklanki,
wiesz gdzie są. – oh realy? Poszłam do kuchni i położyłam sześć szklanek na
stole.
- proszę… - usiadłam koło
Maxa. Mężczyzna wziął szklankę i nalał sobie wody. Oh, ależ nie trzeba
dziękować… chce mi pan nalać? Dam radę sama. Uhg, egoista. Wyciągnął portfel i
dał chłopakowi kasę, tyle szczęścia, bo by było po nim, gdyby mnie okłamał –
marny jego los. Jasemmy, mama chłopaka przyniosła krewetki.
- no dzieciaczki, każdy musi
spróbować!- spojrzałam się na chłopaków. Kris spojrzał na mnie normalnie, czyli
takie dania to u niego norma. Zayn siedział jak wryty, tak jak i Max. Myślałam,
że wybuchnę śmiechem.
- ja nie mogę… jestem
wegetarianinem. – haha Malik? Serio? Ah zemsta za to „oł”
- chciałeś powiedzieć
braciszku, że byłeś, ale teraz próbujesz każde mięso, chyba, że nie jest ładnie
podane. – zemsta udana, bo chłopak zmroził mnie wzrokiem.
- ja już jadłem, ale się
skuszę…
- a już się wystraszyłam!
Jesteś jeszcze młodym chłopcem i musisz jeść mięso! – hahahaha zaraz jebnę!
„młody chłopiec” oblał się rumieńcem. – jedz Meg!
- ymm ale te krewetki się
tak na mnie patrzą i mam wrażenie, że krzyczą „nie jedz mnie Megan, nie rób nam
tego, nieeee” – widząc miny chłopców ściszałam ton głosu przez co ostatnie
wyrazy ledwo usłyszeli. Ich miny typy „jesteś idiotką dziewczyno” trochę by
mnie speszyły gdyby nie śmiech kobiety.
- jesteś zabawna Meg. –
uśmiechnęłam się do niej i szybko wzięłam krewetkę.
~~~~~OCZAMI KRISA~~~~~~
Megan odwalało. Widziałem
minę mojego ojca i szczerze chciałem się śmiać. Moja mama uważała, że jest
zabawna.
- nawet nie wiesz jak się
cieszę, że to ciebie wybrał mój synek. – o nie, zaczyna się! Megan spojrzała na
mnie ze sztucznym uśmiechem.
- właśnie też się nad tym
zastanawiałam… - sztuczny uśmiech? Jeszcze trochę i naprawdę jej się przyda.
- to jak kochana, może
dzisiaj przenocujesz u nas z bratem? Robi się ciemno – dziewczyna spojrzała na
mulata ze strachem w oczach.
- oni muszą odebrać psa od
sąsiadki.
- tak, dokładnie za godzinę
musimy po niego przyjść, więc za jakieś pół godziny będziemy się zbierać…
- to przyjdźcie z pieskiem
tutaj!
- ale to jest dużo pies.
- ja uwielbiam psy!
- dziękuję, ale…
- nie ma, ale! Przychodzicie
do nas zaraz pościelę Zaynowi łóżko dobrze? Max dziś też pośpi u nas. Zrobicie
sobie jak to się mówi? Piżama Party! - hahahahaha, nie.
- a ja?
- no ty wiadomo, że z Krisim.
– Meg odchłysnęła ślinę.
- tttak, alle nie lepiej zz
Zaynem?
- no gdzie! Ja nie mam nic przeciwko!
- tttak ja też…
- a no tak zapomniałam!
Zaraz wracam dzieciaczki!
- ja cię do kurwy nędzy
rozjebię jak jakieś obrzydliwego, strasznego, wkurwiającego robala!! – oho
chyba puściły jej nerwy nie dobrze…
- to może potem…
- już jestem kochani –
cholera… co ona wymyśliła? Podeszła do mnie i wzięła moją rękę. Poczułem na
niej coś zimnego. Kurwa, nie!
- to wam się może przydać
dzieci…
- mamo, ale my…
- och, złotko przecież
doskonale to rozumiem. Mamy XXI w więc nie wmawiaj mi, że jeszcze tego nie
robiliście, jesteście już dorośli… - Meg i Zayn zakrztusili się krewetkami, Max
szczerzył się jak głupek, a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Dziewczyna
spojrzała na zegarek. Do wyjścia mamy jeszcze ok 20 min.
- och… jak ten czas minął
musimy już lecieć Zayn! A i nie zostaniemy, bo właśnie dostałam SMS od
przyjaciółki, jest załamana i u nas nocuje, przepraszam… to, ten dobranoc!
- szkoda… do widzenia!, miło
było was poznać. Wpadajcie czas od czasu! – Meg poszła szybko do korytarza, a
za nią Zayn, nie pozostałem im dłużny i razem z przyjacielem ruszyliśmy do
korytarza. Szybko ubrała buty i wyleciała z domu, razem z chłopakami
wylecieliśmy z nią. Meg zaczęła przyspieszać, więc pobiegłem za nią.
~~~~~~ OCZAMI MEG ~~~~~~
Nie, to już było przegięcie,
miałam udawać TYLKO jego dziewczynę i co?! Znowu wszystko spieprzył. Usłyszałam
za sobą czyjeś, a raczej jego kroki. Ah, przybiegnie, przytuli i powie
przepraszam, a ja odwzajemnię i mu wybaczę. Nie, nie ta bajka. Nie tym razem.
Teraz przegiął pałę. Jestem zbyt zła, na wysłuchiwanie jego przeprosin. Już
czuję reakcję Zayna jak tu dobiegnie. Kolorowo nie będzie, mimo, że mi ufał,
miał dystans do innych, a pomijając to, że doskonale wiedział, że mam tylko
udawać, to i tak najchętniej obiłby szatynowi twarz. Tak, taki jest mój brat,
ale mimo tego, że jest mściwym człowiekiem, nigdy nie potrafiłby mnie
skrzywdzić. Raz podniósł rękę na mojego ojca, oczywiście nie powinien, ale
stanął w mojej obronie.
Ojciec wrócił do domu zlany w trzy dupy i
zaczął się do mnie rzucać, po tym jak mu odpyskowałam popchnął mnie na ziemię,
z taką siłą, że zahaczając o szafkę, przez którą rozcięłam sobie brew, zleciał
na mnie wazon, który zostawił po sobie ślad do dzisiaj. Nawet nie wiecie, jak
to jest… idziesz sobie ulicą, a ludzie wokół ciebie zauważają szramy na ręce.
Jedyne wyjście? Zostawię ją w spokoju niech się tnie dalej. Fajnie no nie?
Nigdy nie zrobiłam sobie krzywdy, a ludzie wiedzą ode mnie lepiej, no cóż, nie
będę się kłócić. W każdym bądź razie nie czułam bólu. Złość rozsadzała mnie od
środka, była jak znieczulenie. Wstałam, lecz pożałowałam. Zawróciło mi się w głowię,
więc by nie sunąć się na ziemię podparłam się o szafkę. Spojrzałam załzawionymi
oczami na tatę, jego twarz nie wyrażała uczuć. To tak bolało. Po chwili czułam
słony smak w kącikach. Tak, łzy. Tylko trójka osób, zaakceptowała moją
sytuację. Trójka, spośród kilkunastu bardzo dobrych znajomych i „przyjaciół”.
Trójka. Usłyszałam czyjeś kroki po schodach, to był mój brat, gdy nas zobaczył,
wiedziałam, co się stanie. Chłopak podszedł do mnie, złapał mój podbródek i
uniósł w górę, potem spojrzał na moje ręce. Jego źrenice się momentalnie
rozszerzyły, doskonale wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego. Wstał i
podszedł do mojego ojca zaciskając pięść, która dzięki zamaszystemu ruchowi
jego ramienia zderzyła się z policzkiem rodzica. Tata upadł na ziemię, a Zayn chciał
obkładać go dalej, ale rzuciłam się na jego plecy, co spowodował utrudnienie
jakichkolwiek ruchów. Kucnęłam przy ojcu i wydarłam się na Zayna, który
krzyknął, że jestem nim tak omamiona, że nawet jak zrobił mi krzywdę próbuję go
wytłumaczyć. Miał rację, nawet wtedy go broniłam. Broniłam człowieka, który tak
potwornie mnie zranił, który zostawił blizny na moim ciele. Kilka minut później
zobaczyłam sylwetkę wściekłego bruneta z walizką, trzasnął drzwiami i nawet się
nie pożegnał. Próbowałam za nim biec, wołać go, ale nie potrafiłam, nie miałam
siły. Po pewnym czasie zauważyłam mamę. Dalej nie pamiętam. Potem obudziły mnie
jakieś dźwięki. Domyśliłam się jakie, ponieważ już nie raz byłam w szpitalu.
Tam zastałam mojego brata, mamę oraz tatę. Nie byłam na niego zła, przecież go
kochałam. Również dowiedziałam się, że dość często będę odwiedzać to miejsce.
Ta wiadomość przestraszyła rodziców, którzy bojąc się powiedzieć mi to w twarz
pojechali do domu. Tak pojechali, ale nie dotarli na miejsce. Zginęli w wypadku.
Dopiero na ich stypie dowiedziałam się od mojego brata co miał na myśli lekarz.
To mnie zdołowało. To przez to straciłam znajomych, rodzinę, zostały mi trzy
osoby.
Chłopak mnie dogonił, lecz
wyrwałam mu się nie chciałam na niego patrzeć.
- odejdź stąd…
- Meg dobrze wiesz, że nie
chciałem, nie wiedziałem jak zareaguje moja mama…
- powiedziałam odejdź! Czy
ty nie rozumiesz?! Nie obchodzi mnie twoja mama, ani ty obchodzi mnie Zayn! –
nagle jak na zawołanie zjawił się ON.
- ok możecie mi to cholera
jasna wyjaśnić?!
- Zayn dobrze wiesz, że nic
nie doszło między nami i nie dojdzie!
- Meg dlaczego nie chcesz
się przyznać?!
- Fajnie, że mi ufasz
Javadd!! Lepiej wierzyć kobiecie, która pierwszy raz mnie widziała ze swoim
synem i wymyśla nasze życie seksualne, niż siostrze, którą znasz od
dzieciństwa?! Naprawdę?!
- przepraszam Meg… Kris idź z
Maxem po psa a ja gdzieś zabiorę moją siostrę, ok? – chłopak kiwnął głową i
ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze szatyn wstąpił do sąsiadki, a my weszliśmy
do domu.
- idź się spakuj. Korczisem
zajmie się Max, albo Kris. Załatwię kogoś ok?
- dobrze. – posłusznie
udałam się do pokoju i wpakowując do torby potrzebne rzeczy myślałam, gdzie
jedziemy. Znając mojego braciszka, zabierze mnie w miejsce, które dobrze nam
się kojarzy z dzieciństwem. Było ich kilka, jednak każde miało swoją magię.
Każde było inne, a z każdym związane inne wspomnienia. Schodząc na dół,
zobaczyłam mojego brata i przyjaciela. Nic nie mówiąc ominęłam ich bez słowa i
poszłam do garażu. Otworzyłam bagażnik, do którego wpakowałam swoją walizkę,
oraz walizkę Zayna, leżącą koło auta. Podszedł do mnie mój brat i delikatnie
ucałował mnie w czoło. Uwielbiałam to. Wsiadłam do auta, wygodnie zajęłam
miejsce i przypięłam się pasami.
- dokąd mnie zabierasz
braciszku?
- w nasze miejsce. – ta
odpowiedź musiała mnie zadowolić. Doskonale wiedziałam, że nie powie mi gdzie.
cześć! mamy nowy rozdział! czytamy, komentujemy!
piątek, 3 stycznia 2014
CHAPTER 2 razem raźniej
Do pokoju „wszedł” Kris. Już
w progu zauważyłam wielkiego banana na jego mordzie. Moje próby gniewania się
na niego, za to, że moje drzwi ledwo uszły z życiem (czyt. Nie wyleciały z
zawiasów) poszły na marne. Na wspaniałą trójkę nie da się gniewać. Tyle wygrać…
- Kris….
- Megan…
- słucham ?
- nie nie nie… ty miałaś
powiedzieć „Kris…”
- czy ty się dobrze czujesz
?
- wystarczy lekko
przedłużone „Kris…”
- powtórzę moje pytanie. Czy
ty się dobrze czujesz?
- zepsułaś mi zabawę! Jesteś
wredna! Wyjdź!
- yyy to mój pokój…
- to ja wyjdę! –WTF?! Co to
było ?! gdyby ktoś to nagrał i mi pokazał nie uwierzyłabym, że to było
naprawdę… tak więc panie i panowie poznaliście mojego przyjaciela! Usiadłam na
krześle niedowierzając w to, co tu przed chwilą zaszło. On jest niemożliwy.
Obróciłam się z powrotem do ekranu i próbowałam zapomnieć o tym, co tu przed
chwilą miało miejsce. Włączyłam sobie jakąś muzę, lecz sytuacja się powtórzyła.
Z impetem wszedł, a raczej wleciał do mojego pokoju nie kto inny jak mój
kochany Kris. Nie wytrzymałam do niego po drodze chwytając pierwszą lepszą
rzecz. Poduszka? Niech zna moje dobre serce. Z całej siły przywaliłam mu w łeb.
- za co to?
- po pierwsze miałeś iść, po
drugie prawie nie zeszłam na zawał, po trzecie chcę białe róże na mój grób, bo
inaczej będę cię straszyć po nocach zrozumiano ?!
- na jaki grób? O czym ty do
mnie mówisz?! Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz Meg ?
- jesteś idiotą, wiesz?
Pytasz się mnie czy dobrze się czuję, a wpadasz do mnie i odstawiasz jakąś
szopkę. Powiesz mi o co ci chodzi ?!
- ej ej ej bez wyzwisk…
- ciebie nie da się inaczej
opisać.
- cóż… tak więc uznam to za
komplement Madame
- tako by chciałabym
wiedzieć czemuż szanowny monsieur miał taki humor gdy omal nie wyważając mych
zacnych drzwi z gracją wleciał, a potem wybył z mego pokoju ? – czasem ludzie
na ulicy mówią nam, że zachowujemy jak psychopaci wypuszczeni na wolność.
Powiedzmy, że nie wiem o co chodzi…
- jesteś dziwna…
- to czemu się ze mną
przyjaźnisz ośle?
- bo… bo nie wiem… inaczej
nie umiem…
- i to ja jestem dziwna?
- skoro tak to czemu ty się
ze mną przyjaźnisz ? – odpowiedziałabym mu to samo co on mi. Jedyne wyjście to
zmiana tematu.
- tak więc czemu wszedłeś do
mnie taki uratowany Arthurze ? – najlepszy sposób na wkurzenie drugiego
człowieka? Użyj jego drugiego imienia.
- ymm bo mieliśmy iść z
twoim bratem odebrać Koczisa od pani Camilii?
- troszkę się spóźniliśmy…
poczekaj chwilę pójdę po Zayna, bo pewnie śpi…
- Meg… bo jest jeszcze jedna
taka sprawa…
- mianowicie ?
- ymmm no bo ten… - chłopak
był skrępowany, co było dziwne, bo należał do osób bardzo szczerych i mówił to,
co mu ślina na język przyniosła.
- no bo co ?
- bo powiedziałem mojemu
tacie podczas kłótni, że mam dziewczynę i jeśli mi nie wierzy to ją
przyprowadzę… - myślałam, że nie wyrobię zaczęłam się histerycznie śmiać…
- no to to odwołaj… powiedz,
że nie wiedziałeś co mówisz, że to przed nerwy…
- założyłem się… nie mogę… -
mój jakże wspaniały śmiech powrócił. Jak można być tak lekkomyślnym ja się
pytam ? trzeba coś wymyślić…
- dużo ?
- a trzy stówki to mało ?
- jesteś kretynem!
- dziękuję ?
- hm to nie wiem idź dzisiaj
na jakąś imprezę, jak nie sam to ja i Zayn też pójdziemy… - pytanie po co Zayn?
proste, nie chce, żebym wpakowała się znowu w jakieś gówno i trzyma mnie na
smyczy. Słusznie.
- i co to da alko nic nie
pomoże…
- wyrwiemy ci jakąś w miarę
porządną laskę i przedstawisz ją ojcu.
- wszystko pięknie, ładnie,
ale jest jeszcze jedna rzecz, której nie pozwoliłaś mi powiedzieć, bo
przerwałaś.
- co w tym może być nie tak?
- to, że powiedziałem mu, że
to TY jesteś moją dziewczyną… - chłopak ściszył ton, a ja przerwałam śmiech.
Zabiję, zabiję, zabiję, zabiję !!! trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam!!!
- Krisie Arthurze Mario
Hugginsie spierdalaj jak najdalej ode mnie, bo nie wyrobię!!! – chłopak
przestraszony spojrzał na mnie, wiedział, że nie żartuje więc pobiegł do pokoju
mojego braciszka, a ja za nim. No co? Zatrzasnął drzwi i usłyszałam ciche
szepty tego idioty, proszące o pomoc. Wleciałam na kogoś.
- dobrze się czujesz Megan?
– spojrzałam na niego takim wzrokiem, że sam odpowiedział sobie na to pytanie –
nie pytam…
Podeszłam do drzwi,
wiedziałam, że Zayn je od kluczył, bo nie chciał ich stracić. Mądry jest.
Otworzyłam, a raczej weszłam z kopa do pokoju brata.
- gdzie on jest ?!
- nie wiem o kim mówisz…
- Malik! Nie wydurniaj się!
Pytam się gdzie jest ten idiota ?!
- jak powiesz mu, czemu z
chęcią zobaczyłabyś go w drewnianym pudełku, ubranego w koszulę i garnitur to
powiem ci.
- powiedział tacie, że ma
dziewczynę i że ją przedstawi!!
- nie widzę w tym nic złego…
zazdrość przez ciebie przemawia czy co ? – dupek…
- jaka zazdrość ?! o
siebie?! On powiedział, że to JA jestem jego dziewczyną! Czaisz ?!
- oł… - oł... serio? Na tyle
cię stać? Dzięki za wsparcie Malik…
- nie oł tylko gdzie on
jest!?
- jest w… - nagle do pokoju
wleciał zdyszany Max. Jeszcze tego tu brakowało… spojrzał na mnie i mnie…
przytulił? WTF?! Widocznie nasz najodważniejszy z całej paczki bohater bał się
dziewczyny. No cóż czasem są plusy bycia tą „najniebezpieczniejszą” w grupie.
- Meg spokojnie co się stało
?
- nie, nie, nie ja tu zaraz
nie wytrzymam!! Gdzie jest ten idiota ?!
- co się stało ?!
- powiedziałem tacie, że mam
dziewczynę… - no proszę nasza zagubiona królewna się znalazła… poczułam, że
znalazłam się w czyiś ramionach.
- Meg przepraszam, powiem mu
prawdę, dam mu trzy stówy, ale nie gniewaj się już na mnie proszę… - ehh
dlaczego ja nie umiem się na nich gniewać? Pytam się dlaczego…
- wybaczam…
- naprawdę ?
- dobrze wiesz, że nie umiem
inaczej…
- wiem, ale widząc twoją
furię rozważałem to…
- zaraz, zaraz, bo nie
czaję… czy wy… boże!! Jesteście razem i to ukrywaliście?! Myślałem, że się
przyjaźnimy!! Zawiodłem się na was!! – Max był zły. Biedak, wiedział to co
usłyszał. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
- nie głupku, po prostu ta
oferma, palnęła coś i powiedziała od dupy, że jest ze mną…
- aaa no jeśli tak to
popieram twoją furię. –chyba pożałował tych słów, bo został za nie skarcony
lodowatym spojrzeniem Hugginsa, a to chyba najgorsze z najgorszych spojrzeń.
Chłopak tylko się uśmiechnął i pocałował mnie w policzek. Spojrzałam na mojego
przyjaciela stojącego koło Mulata. Ehh pewnie się za to skarcę, ale nie
potrafię na to potrzeć…
- mogę udać twoją
dziewczynę, a potem powiesz, że to po prostu jednak nie wyszło. Jak nie ta, to
kolejna, czy coś w tym stylu... – w co ja się pakuję?! Mimo to, najwspanialszą
rzeczą, jaką dziś zobaczyłam były te iskierki nadziei w jego błękitnych oczach.
- naprawdę !?
- co mi szkodzi… - chłopak
podskoczył do mnie i przytulił nas obu. (czyt. Mnie i Maxa, który najwidoczniej
nie miał zamiaru się odkleić) – idziemy teraz czy kiedy indziej ?
- mam stresa…
- ty to mówisz? To ja muszę
udawać twoją dziewczynę…
- przepraszam…
- spoko, a może reszta
pójdzie z nami? No wiesz… razem raźniej…
- ja idę !!
- tak wiem Max. Zayn
idziesz?
- nie wiem…
- czyli idziesz. Poczekacie na
mnie? Pójdę się przebrać.
Poszłam do swojego pokoju i stanęłam przed ogromną szafą. Musieliśmy jeszcze zabrać Koczisa… cholera… ubrałam
Poszłam do swojego pokoju i stanęłam przed ogromną szafą. Musieliśmy jeszcze zabrać Koczisa… cholera… ubrałam
Zleciałam po schodach
szukając numeru pani Cam.
- Meg dalej nie mamy całego
dnia…
- ok ok tylko się napiję, a
ty zadzwoń do sąsiadki i powiedz, że przyjdziemy za dwie godzinki, bo mamy coś
do załatwienia. Łap! – rzuciłam telefonem w mojego brata. Nie, nie dlatego, że
jest wytrzymały czy coś, ale doskonale wiedziałam, że go złapie.
- po co mamy tam iść?
- Zayn… prosiła nas, aby
przez weekend zająć się jej psem, bo wyjeżdża. Mieliśmy to zrobić rano…
- no tak… to idź się napij,
czy co tam chcesz, a ja zadzwonię. Pojedziemy autem, więc będziemy szybciej.
Będąc pod domem mojego
przyjaciela łomotało mi serce. Bywałam tu tyle razy, ale dopiero dzisiaj poznam
jego ojca.
________
hi kochani! obiecałam, i jest rozdział 3 ! <3
________
hi kochani! obiecałam, i jest rozdział 3 ! <3
piątek, 27 grudnia 2013
CHAPTER 1 Nie twoja liga chłopczyku.
ROZDZIAŁ 1
Wstałam dzisiaj wyjątkowo
wcześnie. Na zegarku widniały cztery liczby 05:03. Tak moja bezsenność czasem
lubiła się ze mną pobawić. Rzecz biorąc spałam 1,5 godz. To dużo jak na mnie.
Wysunęłam rękę w stronę stolika, otworzyłam szufladkę i zaczęłam szukać małego
pudełeczka. Nie ma ? Przestraszyłam się, wstałam i wyciągnęłam całą szufladę,
po czym obróciłam ją do góry nogami, przez co cała jej zawartość wypadła na
moje łóżko NIE MA. Zayn… zabiję go! On nie miał prawa zabierać moich fajek!
Moje? Więc niech się nie rusza! Zabierając mi je na pewno, nie wyleczy mnie z
nałogu. Teraz nie interesowało mnie, że on jeszcze śpi. Z hukiem wleciałam do
jego pokoju. No cóż… nauczka, za podbieranie komuś jego własności. Jak to się
nazywało ? a no ta. Kradzież ! przestraszony chłopak wstał nie wiedząc co się
dzieje.
- siostrzyczko… Co się
stało?
- ty już dobrze wiesz co się
stało Malik!
- ejj nie przeginaj… znowu
coś ci się śniło?
- czy ty jesteś taki głupi
czy tylko udajesz ? naprawdę nie wiesz o co chodzi ?!
- Meg! Uspokój się! nie, nie
wiem! Może raczysz mi to wyjaśnić !? – złapałam go za koszulkę i dosłownie
wrzuciłam do mojego pokoju. Pokazałam palcem na mój bałagan.
- widzisz to?!
- widzę ten syf na twoim
łóżku. Ja ci tego sprzątać nie będę… -
nie wytrzymałam i uderzyłam go w ramię!
- gdzie są moje szlugi !?
- nie wiem, ja ci ich nie
zabrałem !
- Zayn! One ZAWSZE tu są !
Jak nie ty to kto ?! – nagle usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła. O fuck. Co
jest? Przestraszyłam się. Ktoś chodził po naszym domu, a na dodatek zabrał moją
paczkę. Ciekawie brzmi no nie? Ktoś łazi po moim domu, był nawet w moim pokoju,
a ja myślę tylko o tym, że nie mam fajek. Zayn złapał mnie za rękę doskonale
wiedział, że się boję. I mniej więcej za to go kochałam brat, a za razem najlepszy
przyjaciel. Doskonale wiedział, że nie zostanę tu sama, lecz boję się też
zejść.
- musimy to sprawdzić Meg…
- no to na co czekamy?
- wzmocniłam uścisk i wzięłam głęboki
wdech. Przypomniała mi się sytuacja, jak jedna dziewczyna kiedyś zapytała się go
czy mnie i jego coś łączy. Na wspomnienie tamtej sytuacji zaśmiałam się pod
nosem. Zayn wiedział, że o tym pomyślałam, więc też się zaśmiał. Zapomnieliśmy
o strachu i jak niby nigdy nic zeszliśmy na dół. Co zobaczyliśmy? Przyjaciela
mojego braciszka. Ja go kiedyś zabiję! Przysięgam. Hm było by lepiej gdyby nie
miał w ręku mich szlug. O nie ! podeszłam do niego i jednym zwinnym ruchem nogi
powaliłam go na ziemię i zabrałam mu je. Chłopak spojrzał na mnie z piorunami w
oczach, ale zlałam to i poszłam do góry. Wyszłam na balkon, usiadłam wygodnie
na wiklinowym krzesełku i rozkoszowałam się tą chwilą. Jeden mocny buch,
delikatne pieczenie, lecz z każdym kolejnym było coraz lepiej. Ta chwila długo
nie trawa, ponieważ z transu wyrwał mnie krzyk jakiegoś chłopaka.
- taaa piękna, boska
piżamka! – no tak, raczej nikt w środku zimy nie siedzi w za dużej koszulce
swojego brata…
- zaraz możesz mieć boski
ryj jak stąd nie pójdziesz…
- a ty co taka zadziorna ?
- ja? Po prostu sram na
takich debili.
- skąd wiesz, że debil? Może
być cię pocieszył w smutnych chwilach…
- spieprzaj. Nie twoja liga
chłopczyku.
- ulala pysk to ty masz…
- albo stąd odejdziesz, albo
ja ci pomogę… - ten chłopak zaczynał mnie irytować…
- jeśli tak to zapraszam ! a
ubierzesz się, bo możesz przyjść tak, nie będę się kłócić…. – nagle zauważyłam
sylwetkę mojego brata, zbliżającą się do nieznajomego. Ho ho ho! Będzie ciekawie,
ludzie dajcie mi popcorn!! Chłopak chciał mi coś powiedzieć, ale ręka mojego
braciszka łapiąca skrawek jego kurtki mu to uniemożliwiła. Przestraszony spojrzał
na nieco większego chłopaka. Nie powiem, świetny widok. Zayn był niemożliwy. Zawsze,
pod każdym względem mogłam na niego liczyć, porozmawiać, lub po prostu się
przytulić. Owszem, jak w każdym rodzeństwie były upadki, ale i również wzloty,
które były dla nas niewyobrażalnie ważne. Chłopak odszedł do mulata spokojnie,
przez co nie doszło do bójki, chociaż resztki rozumu zachował. Weszłam do domu
i poszłam na dół. Przytuliłam się do mojego brata.
- nie lubię tego…
- są ludzie i debile, nic
nie poradzisz.
- nie mówię o tym Zayn…
- to o co chodzi ?
- o to, że jesteś ode mnie
wyższy ! – chłopak zaśmiał się.
- zaufaj mi, jest w tym
zaleta.
- ciekawe jaka ?
- kiedy się do mnie
przytulasz możesz usłyszeć moje serce, które bije tylko dla ciebie. Meg jesteś
najwspanialszą siostrzyczką jaką można mieć, nawet nie wiesz jak cię kocham. –
chłopak pocałował mnie w czubek głowy. To było słodkie, ale za razem
denerwujące, bo czułam jakby się ze mnie naśmiewał. Eh, muszę to przeżyć.
- ja cię też kocham Zayn,
nawet nie wiem co bym zrobiła, gdyby cię zabrakło…
- zawsze będę przy tobie…
przecież wiesz
- nie, Zayn. Jeszcze trochę
i nie będą jedyną osobą dla którego będzie biło twoje serce. – Zayn usiadł na
kanapie i posadził mnie na swoich kolanach. Mocno się do niego przytuliłam i
wygodnie ułożyłam głowę w jego szyi.
- być może tak będzie, ale
ty też jeszcze jesteś młoda, a ja nie potrafię się pogodzić z tym, że ktoś może
mi cię zabrać, że wyjedziesz, że się wyprowadzisz, że nasze kontakty się
pogorszą, że gdy usłyszę grzmot i odsłonię połowę łóżka nie zobaczę ciebie w
drzwiach, że gdy się z kimś pokłócę, nie wejdę bez pukania do twojego pokoju i
cię nie przytulę, że nie będę mógł płakać, kiedy ty będziesz cierpieć, że
wracając do domu nie zostanę obalony na ziemię, lub po prostu nikt nie rzuci
się mi na szyję i nie powita mnie buziakiem w policzek. Może wydać ci się to
dziwne, ale cholernie się tego boję, czasem nie mogę spać nocą, bo o tym myślę,
czasem płaczem, ale takie jest życie starszego brata, nic nie poradzę… - mój
brat miał łzy w oczach, które pomału zaczęły wyścig na jego policzkach. Uśmiechnęłam
się i opuszkiem kciuka wytarłam mu łezki. Czasem fajnie poczuć, że jakaś osoba
czuje to, co ty. Dosłownie. Nic nie mówiłam tylko się mocniej wtuliłam, gdybym
mogła, nie wypuszczałabym go z objęć. Naszą słodką chwilę musiał przerwać nie
kto inny jak Louis.
- takie słodkie… rzygam
tęczą… - ja go za bi ję !! przysięgam !!
- zamknij mordę Tommo !! –
jak ja tego gościa miałam dość ! dlaczego mój brat musi się przyjaźnić z takim
idiotą ?
- uspokój się malutka, złość
piękności szkodzi…
- widzę, że jesteś tego
najlepszym dowodem – dodałam z tryumfalnym uśmiechem, za co zmroził mnie
wzrokiem.
- czy ty zawsze masz taki
chłodny wyraz twarzy Meg, czy to wada wrodzona ?
- spokojnie, tylko kiedy
widzę ciebie…
- jesteś…
- zamknąć mordy !
zachowujecie się jak dzieci! – spojrzałam na mojego brata, który po raz kolejny
miał rację. Obróciłam się w stronę szatyna, który bacznie oglądał moje nogi. No
tak do grubych to ja nie należę, ale do anorektyczek też nie. Sądzę, że nie to
jednak było powodem. Niech mi ktoś powie, że młody chłopak nie patrzy na nogi dziewczyny,
bez spodni, wyśmieję go chętnie…
- Lou… czy ty możesz
przestać? – oczywiście powiedziałam to przez zęby, bo nie chciałam wstrzynać
kolejnej kłótni.
- zupełnie nie wiem o co ci
chodzi Margaret… - chłopak poprawił się na fotelu, chciałam się zaśmiać, bo z
lekka przypominał mi Sherlock’a Holmes’a, lecz moja duma mi na to nie
pozwoliła.
- jesteś takim debilem na co
dzień czy to wada wrodzona ? – ha! Role się odwróciły. Pokonałam go jego własną
bronią…
- myślę, że wrodzona… ładne
nóżki… - wszystkie mięśnie mojego ciała się napięły. Byłam gotowa rzucić się na
niego, co oczywiście nie uszło uwadze Malika. Znał mój słaby punkt… zmusił
mnie, bym znowu się o niego oparła i zaczął kreślić linie na mojej skórze. Od szyi
do ramienia i z powrotem. Odpływałam. On za dobrze mnie znał, co czasem
przeszkadzało. Rzecz biorąc jestem dobrą aktorką, doskonale potrafię zamaskować
moje uczucia jeśli tylko chcę. Tylko on, Kris oraz Max potrafili to rozszyfrować.
Jak oni to robili? To proste, też tak umiem. Oczy. Idealny drogowskaz. Szatyn chyba
zrozumiał, że się zdenerwowałam, więc postanowił zmienić temat… no nie zupełnie…
- czy ty coś jesz?
- jem tyle ile powinnam.
- boże !! Zayn!! Czy ty to
słyszałeś ?! –mój brat się tylko zaśmiał. O co im chodzi ? – twoja siostra mi
odpowiedziała. Tak spokojnie. Bez krzyku i bez dogryzania.
- jeśli masz zamiar mi
dokuczać i śmiać się z tego, że się złamałam to wyjdź…
- czy ja ci wypominam? Po prostu
spokojnie powiedziałem, że mi odpowiedziałaś na spokojnie, pierwszy raz…
- nie przyzwyczajaj się…
- czemu?
- bo nie wytrzymam dnia bez
dogryzania
- ty oprócz Zayna i twoich
przyjaciół wszystkim dogryzasz… więc jaką różnicę robi ta jedna osoba?
- bo wtedy będę miła dla
czterech osób, a to za dużo, a kłótnie z tobą to czysta przyjemność Williamie…
- uśmiechnęłam się do niego, również pierwszy. Pomału zaczynam przypominać
dawną Megan, lecz nie sądzę, że kiedyś uda mi się nią stać. Może tak naprawdę
nie chciałam ? kto go tam wie… postanowiłam się w końcu ubrać. Podreptałam do
garderoby i wyjęłam to :
Włączyłam laptopa, weszłam
na twitter’a, tumlr’a itp. Po czym usłyszałam ciche pukanie. To nie był Zayn,
bo albo wszedłby bez pukania, albo puknąłby dwa razy i nie czekając na
odpowiedź wszedłby do mnie… więc kto ?
_____________________________________________
mamy 1 rozdział ! nie narzekać bo się postarałam... wczoraj wrzuciłam prolog i bohaterów, a już dzisiaj rozdział 1 xD dla was wszystko! ;3
_____________________________________________
mamy 1 rozdział ! nie narzekać bo się postarałam... wczoraj wrzuciłam prolog i bohaterów, a już dzisiaj rozdział 1 xD dla was wszystko! ;3
liczę na komentarze xoxo dobranoc Miśki !!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



