piątek, 27 grudnia 2013

CHAPTER 1 Nie twoja liga chłopczyku.

ROZDZIAŁ 1

Wstałam dzisiaj wyjątkowo wcześnie. Na zegarku widniały cztery liczby 05:03. Tak moja bezsenność czasem lubiła się ze mną pobawić. Rzecz biorąc spałam 1,5 godz. To dużo jak na mnie. Wysunęłam rękę w stronę stolika, otworzyłam szufladkę i zaczęłam szukać małego pudełeczka. Nie ma ? Przestraszyłam się, wstałam i wyciągnęłam całą szufladę, po czym obróciłam ją do góry nogami, przez co cała jej zawartość wypadła na moje łóżko NIE MA. Zayn… zabiję go! On nie miał prawa zabierać moich fajek! Moje? Więc niech się nie rusza! Zabierając mi je na pewno, nie wyleczy mnie z nałogu. Teraz nie interesowało mnie, że on jeszcze śpi. Z hukiem wleciałam do jego pokoju. No cóż… nauczka, za podbieranie komuś jego własności. Jak to się nazywało ? a no ta. Kradzież ! przestraszony chłopak wstał nie wiedząc co się dzieje.
- siostrzyczko… Co się stało?
- ty już dobrze wiesz co się stało Malik!
- ejj nie przeginaj… znowu coś ci się śniło?
- czy ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz ? naprawdę nie wiesz o co chodzi ?!
- Meg! Uspokój się! nie, nie wiem! Może raczysz mi to wyjaśnić !? – złapałam go za koszulkę i dosłownie wrzuciłam do mojego pokoju. Pokazałam palcem na mój bałagan.
- widzisz to?!
- widzę ten syf na twoim łóżku. Ja ci tego sprzątać nie będę…  - nie wytrzymałam i uderzyłam go w ramię!
- gdzie są moje szlugi !?
- nie wiem, ja ci ich nie zabrałem !
- Zayn! One ZAWSZE tu są ! Jak nie ty to kto ?! – nagle usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła. O fuck. Co jest? Przestraszyłam się. Ktoś chodził po naszym domu, a na dodatek zabrał moją paczkę. Ciekawie brzmi no nie? Ktoś łazi po moim domu, był nawet w moim pokoju, a ja myślę tylko o tym, że nie mam fajek. Zayn złapał mnie za rękę doskonale wiedział, że się boję. I mniej więcej za to go kochałam brat, a za razem najlepszy przyjaciel. Doskonale wiedział, że nie zostanę tu sama, lecz boję się też zejść.
- musimy to sprawdzić Meg…
- no to na co czekamy? -  wzmocniłam uścisk i wzięłam głęboki wdech. Przypomniała mi się sytuacja, jak jedna dziewczyna kiedyś zapytała się go czy mnie i jego coś łączy. Na wspomnienie tamtej sytuacji zaśmiałam się pod nosem. Zayn wiedział, że o tym pomyślałam, więc też się zaśmiał. Zapomnieliśmy o strachu i jak niby nigdy nic zeszliśmy na dół. Co zobaczyliśmy? Przyjaciela mojego braciszka. Ja go kiedyś zabiję! Przysięgam. Hm było by lepiej gdyby nie miał w ręku mich szlug. O nie ! podeszłam do niego i jednym zwinnym ruchem nogi powaliłam go na ziemię i zabrałam mu je. Chłopak spojrzał na mnie z piorunami w oczach, ale zlałam to i poszłam do góry. Wyszłam na balkon, usiadłam wygodnie na wiklinowym krzesełku i rozkoszowałam się tą chwilą. Jeden mocny buch, delikatne pieczenie, lecz z każdym kolejnym było coraz lepiej. Ta chwila długo nie trawa, ponieważ z transu wyrwał mnie krzyk jakiegoś chłopaka.
- taaa piękna, boska piżamka! – no tak, raczej nikt w środku zimy nie siedzi w za dużej koszulce swojego brata…
- zaraz możesz mieć boski ryj jak stąd nie pójdziesz…
- a ty co taka zadziorna ?
- ja? Po prostu sram na takich debili.
- skąd wiesz, że debil? Może być cię pocieszył w smutnych chwilach…
- spieprzaj. Nie twoja liga chłopczyku.
- ulala pysk to ty masz…
- albo stąd odejdziesz, albo ja ci pomogę… - ten chłopak zaczynał mnie irytować…
- jeśli tak to zapraszam ! a ubierzesz się, bo możesz przyjść tak, nie będę się kłócić…. – nagle zauważyłam sylwetkę mojego brata, zbliżającą się do nieznajomego. Ho ho ho! Będzie ciekawie, ludzie dajcie mi popcorn!! Chłopak chciał mi coś powiedzieć, ale ręka mojego braciszka łapiąca skrawek jego kurtki mu to uniemożliwiła. Przestraszony spojrzał na nieco większego chłopaka. Nie powiem, świetny widok. Zayn był niemożliwy. Zawsze, pod każdym względem mogłam na niego liczyć, porozmawiać, lub po prostu się przytulić. Owszem, jak w każdym rodzeństwie były upadki, ale i również wzloty, które były dla nas niewyobrażalnie ważne. Chłopak odszedł do mulata spokojnie, przez co nie doszło do bójki, chociaż resztki rozumu zachował. Weszłam do domu i poszłam na dół. Przytuliłam się do mojego brata.
- nie lubię tego…
- są ludzie i debile, nic nie poradzisz.
- nie mówię o tym Zayn…
- to o co chodzi ?
- o to, że jesteś ode mnie wyższy ! – chłopak zaśmiał się.
- zaufaj mi, jest w tym zaleta.
- ciekawe jaka ?
- kiedy się do mnie przytulasz możesz usłyszeć moje serce, które bije tylko dla ciebie. Meg jesteś najwspanialszą siostrzyczką jaką można mieć, nawet nie wiesz jak cię kocham. – chłopak pocałował mnie w czubek głowy. To było słodkie, ale za razem denerwujące, bo czułam jakby się ze mnie naśmiewał. Eh, muszę to przeżyć.
- ja cię też kocham Zayn, nawet nie wiem co bym zrobiła, gdyby cię zabrakło…
- zawsze będę przy tobie… przecież wiesz
- nie, Zayn. Jeszcze trochę i nie będą jedyną osobą dla którego będzie biło twoje serce. – Zayn usiadł na kanapie i posadził mnie na swoich kolanach. Mocno się do niego przytuliłam i wygodnie ułożyłam głowę w jego szyi.
- być może tak będzie, ale ty też jeszcze jesteś młoda, a ja nie potrafię się pogodzić z tym, że ktoś może mi cię zabrać, że wyjedziesz, że się wyprowadzisz, że nasze kontakty się pogorszą, że gdy usłyszę grzmot i odsłonię połowę łóżka nie zobaczę ciebie w drzwiach, że gdy się z kimś pokłócę, nie wejdę bez pukania do twojego pokoju i cię nie przytulę, że nie będę mógł płakać, kiedy ty będziesz cierpieć, że wracając do domu nie zostanę obalony na ziemię, lub po prostu nikt nie rzuci się mi na szyję i nie powita mnie buziakiem w policzek. Może wydać ci się to dziwne, ale cholernie się tego boję, czasem nie mogę spać nocą, bo o tym myślę, czasem płaczem, ale takie jest życie starszego brata, nic nie poradzę… - mój brat miał łzy w oczach, które pomału zaczęły wyścig na jego policzkach. Uśmiechnęłam się i opuszkiem kciuka wytarłam mu łezki. Czasem fajnie poczuć, że jakaś osoba czuje to, co ty. Dosłownie. Nic nie mówiłam tylko się mocniej wtuliłam, gdybym mogła, nie wypuszczałabym go z objęć. Naszą słodką chwilę musiał przerwać nie kto inny jak Louis.
- takie słodkie… rzygam tęczą… - ja go za bi ję !! przysięgam !!
- zamknij mordę Tommo !! – jak ja tego gościa miałam dość ! dlaczego mój brat musi się przyjaźnić z takim idiotą ?
- uspokój się malutka, złość piękności szkodzi…
- widzę, że jesteś tego najlepszym dowodem – dodałam z tryumfalnym uśmiechem, za co zmroził mnie wzrokiem.
- czy ty zawsze masz taki chłodny wyraz twarzy Meg, czy to wada wrodzona ?
- spokojnie, tylko kiedy widzę ciebie…
- jesteś…
- zamknąć mordy ! zachowujecie się jak dzieci! – spojrzałam na mojego brata, który po raz kolejny miał rację. Obróciłam się w stronę szatyna, który bacznie oglądał moje nogi. No tak do grubych to ja nie należę, ale do anorektyczek też nie. Sądzę, że nie to jednak było powodem. Niech mi ktoś powie, że młody chłopak nie patrzy na nogi dziewczyny, bez spodni, wyśmieję go chętnie…
- Lou… czy ty możesz przestać? – oczywiście powiedziałam to przez zęby, bo nie chciałam wstrzynać kolejnej kłótni.
- zupełnie nie wiem o co ci chodzi Margaret… - chłopak poprawił się na fotelu, chciałam się zaśmiać, bo z lekka przypominał mi Sherlock’a Holmes’a, lecz moja duma mi na to nie pozwoliła.
- jesteś takim debilem na co dzień czy to wada wrodzona ? – ha! Role się odwróciły. Pokonałam go jego własną bronią…
- myślę, że wrodzona… ładne nóżki… - wszystkie mięśnie mojego ciała się napięły. Byłam gotowa rzucić się na niego, co oczywiście nie uszło uwadze Malika. Znał mój słaby punkt… zmusił mnie, bym znowu się o niego oparła i zaczął kreślić linie na mojej skórze. Od szyi do ramienia i z powrotem. Odpływałam. On za dobrze mnie znał, co czasem przeszkadzało. Rzecz biorąc jestem dobrą aktorką, doskonale potrafię zamaskować moje uczucia jeśli tylko chcę. Tylko on, Kris oraz Max potrafili to rozszyfrować. Jak oni to robili? To proste, też tak umiem. Oczy. Idealny drogowskaz. Szatyn chyba zrozumiał, że się zdenerwowałam, więc postanowił zmienić temat… no nie zupełnie…
- czy ty coś jesz?
- jem tyle ile powinnam.
- boże !! Zayn!! Czy ty to słyszałeś ?! –mój brat się tylko zaśmiał. O co im chodzi ? – twoja siostra mi odpowiedziała. Tak spokojnie. Bez krzyku i bez dogryzania.
- jeśli masz zamiar mi dokuczać i śmiać się z tego, że się złamałam to wyjdź…
- czy ja ci wypominam? Po prostu spokojnie powiedziałem, że mi odpowiedziałaś na spokojnie, pierwszy raz…
- nie przyzwyczajaj się…
- czemu?
- bo nie wytrzymam dnia bez dogryzania
- ty oprócz Zayna i twoich przyjaciół wszystkim dogryzasz… więc jaką różnicę robi ta jedna osoba?
- bo wtedy będę miła dla czterech osób, a to za dużo, a kłótnie z tobą to czysta przyjemność Williamie… - uśmiechnęłam się do niego, również pierwszy. Pomału zaczynam przypominać dawną Megan, lecz nie sądzę, że kiedyś uda mi się nią stać. Może tak naprawdę nie chciałam ? kto go tam wie… postanowiłam się w końcu ubrać. Podreptałam do garderoby i wyjęłam to :



Włączyłam laptopa, weszłam na twitter’a, tumlr’a itp. Po czym usłyszałam ciche pukanie. To nie był Zayn, bo albo wszedłby bez pukania, albo puknąłby dwa razy i nie czekając na odpowiedź wszedłby do mnie… więc kto ?


_____________________________________________
mamy 1 rozdział ! nie narzekać bo się postarałam... wczoraj wrzuciłam prolog i bohaterów, a już dzisiaj rozdział 1 xD dla was wszystko! ;3
liczę na komentarze xoxo dobranoc Miśki !!

2 komentarze:

  1. Rozdział bomba.:3
    Widzę że ktoś tu nielubi Lou.
    Czekam na następny rozdział.D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo <3
      tak bohaterka nie przepada za Lou, ale kto wie... zawsze może się coś zmienić ;) to już zależy od mojej wyobraźni ;)
      rozdział postaram się napisać w miarę szybko :)

      Usuń