ROZDZIAŁ 1
Wstałam dzisiaj wyjątkowo
wcześnie. Na zegarku widniały cztery liczby 05:03. Tak moja bezsenność czasem
lubiła się ze mną pobawić. Rzecz biorąc spałam 1,5 godz. To dużo jak na mnie.
Wysunęłam rękę w stronę stolika, otworzyłam szufladkę i zaczęłam szukać małego
pudełeczka. Nie ma ? Przestraszyłam się, wstałam i wyciągnęłam całą szufladę,
po czym obróciłam ją do góry nogami, przez co cała jej zawartość wypadła na
moje łóżko NIE MA. Zayn… zabiję go! On nie miał prawa zabierać moich fajek!
Moje? Więc niech się nie rusza! Zabierając mi je na pewno, nie wyleczy mnie z
nałogu. Teraz nie interesowało mnie, że on jeszcze śpi. Z hukiem wleciałam do
jego pokoju. No cóż… nauczka, za podbieranie komuś jego własności. Jak to się
nazywało ? a no ta. Kradzież ! przestraszony chłopak wstał nie wiedząc co się
dzieje.
- siostrzyczko… Co się
stało?
- ty już dobrze wiesz co się
stało Malik!
- ejj nie przeginaj… znowu
coś ci się śniło?
- czy ty jesteś taki głupi
czy tylko udajesz ? naprawdę nie wiesz o co chodzi ?!
- Meg! Uspokój się! nie, nie
wiem! Może raczysz mi to wyjaśnić !? – złapałam go za koszulkę i dosłownie
wrzuciłam do mojego pokoju. Pokazałam palcem na mój bałagan.
- widzisz to?!
- widzę ten syf na twoim
łóżku. Ja ci tego sprzątać nie będę… -
nie wytrzymałam i uderzyłam go w ramię!
- gdzie są moje szlugi !?
- nie wiem, ja ci ich nie
zabrałem !
- Zayn! One ZAWSZE tu są !
Jak nie ty to kto ?! – nagle usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła. O fuck. Co
jest? Przestraszyłam się. Ktoś chodził po naszym domu, a na dodatek zabrał moją
paczkę. Ciekawie brzmi no nie? Ktoś łazi po moim domu, był nawet w moim pokoju,
a ja myślę tylko o tym, że nie mam fajek. Zayn złapał mnie za rękę doskonale
wiedział, że się boję. I mniej więcej za to go kochałam brat, a za razem najlepszy
przyjaciel. Doskonale wiedział, że nie zostanę tu sama, lecz boję się też
zejść.
- musimy to sprawdzić Meg…
- no to na co czekamy?
- wzmocniłam uścisk i wzięłam głęboki
wdech. Przypomniała mi się sytuacja, jak jedna dziewczyna kiedyś zapytała się go
czy mnie i jego coś łączy. Na wspomnienie tamtej sytuacji zaśmiałam się pod
nosem. Zayn wiedział, że o tym pomyślałam, więc też się zaśmiał. Zapomnieliśmy
o strachu i jak niby nigdy nic zeszliśmy na dół. Co zobaczyliśmy? Przyjaciela
mojego braciszka. Ja go kiedyś zabiję! Przysięgam. Hm było by lepiej gdyby nie
miał w ręku mich szlug. O nie ! podeszłam do niego i jednym zwinnym ruchem nogi
powaliłam go na ziemię i zabrałam mu je. Chłopak spojrzał na mnie z piorunami w
oczach, ale zlałam to i poszłam do góry. Wyszłam na balkon, usiadłam wygodnie
na wiklinowym krzesełku i rozkoszowałam się tą chwilą. Jeden mocny buch,
delikatne pieczenie, lecz z każdym kolejnym było coraz lepiej. Ta chwila długo
nie trawa, ponieważ z transu wyrwał mnie krzyk jakiegoś chłopaka.
- taaa piękna, boska
piżamka! – no tak, raczej nikt w środku zimy nie siedzi w za dużej koszulce
swojego brata…
- zaraz możesz mieć boski
ryj jak stąd nie pójdziesz…
- a ty co taka zadziorna ?
- ja? Po prostu sram na
takich debili.
- skąd wiesz, że debil? Może
być cię pocieszył w smutnych chwilach…
- spieprzaj. Nie twoja liga
chłopczyku.
- ulala pysk to ty masz…
- albo stąd odejdziesz, albo
ja ci pomogę… - ten chłopak zaczynał mnie irytować…
- jeśli tak to zapraszam ! a
ubierzesz się, bo możesz przyjść tak, nie będę się kłócić…. – nagle zauważyłam
sylwetkę mojego brata, zbliżającą się do nieznajomego. Ho ho ho! Będzie ciekawie,
ludzie dajcie mi popcorn!! Chłopak chciał mi coś powiedzieć, ale ręka mojego
braciszka łapiąca skrawek jego kurtki mu to uniemożliwiła. Przestraszony spojrzał
na nieco większego chłopaka. Nie powiem, świetny widok. Zayn był niemożliwy. Zawsze,
pod każdym względem mogłam na niego liczyć, porozmawiać, lub po prostu się
przytulić. Owszem, jak w każdym rodzeństwie były upadki, ale i również wzloty,
które były dla nas niewyobrażalnie ważne. Chłopak odszedł do mulata spokojnie,
przez co nie doszło do bójki, chociaż resztki rozumu zachował. Weszłam do domu
i poszłam na dół. Przytuliłam się do mojego brata.
- nie lubię tego…
- są ludzie i debile, nic
nie poradzisz.
- nie mówię o tym Zayn…
- to o co chodzi ?
- o to, że jesteś ode mnie
wyższy ! – chłopak zaśmiał się.
- zaufaj mi, jest w tym
zaleta.
- ciekawe jaka ?
- kiedy się do mnie
przytulasz możesz usłyszeć moje serce, które bije tylko dla ciebie. Meg jesteś
najwspanialszą siostrzyczką jaką można mieć, nawet nie wiesz jak cię kocham. –
chłopak pocałował mnie w czubek głowy. To było słodkie, ale za razem
denerwujące, bo czułam jakby się ze mnie naśmiewał. Eh, muszę to przeżyć.
- ja cię też kocham Zayn,
nawet nie wiem co bym zrobiła, gdyby cię zabrakło…
- zawsze będę przy tobie…
przecież wiesz
- nie, Zayn. Jeszcze trochę
i nie będą jedyną osobą dla którego będzie biło twoje serce. – Zayn usiadł na
kanapie i posadził mnie na swoich kolanach. Mocno się do niego przytuliłam i
wygodnie ułożyłam głowę w jego szyi.
- być może tak będzie, ale
ty też jeszcze jesteś młoda, a ja nie potrafię się pogodzić z tym, że ktoś może
mi cię zabrać, że wyjedziesz, że się wyprowadzisz, że nasze kontakty się
pogorszą, że gdy usłyszę grzmot i odsłonię połowę łóżka nie zobaczę ciebie w
drzwiach, że gdy się z kimś pokłócę, nie wejdę bez pukania do twojego pokoju i
cię nie przytulę, że nie będę mógł płakać, kiedy ty będziesz cierpieć, że
wracając do domu nie zostanę obalony na ziemię, lub po prostu nikt nie rzuci
się mi na szyję i nie powita mnie buziakiem w policzek. Może wydać ci się to
dziwne, ale cholernie się tego boję, czasem nie mogę spać nocą, bo o tym myślę,
czasem płaczem, ale takie jest życie starszego brata, nic nie poradzę… - mój
brat miał łzy w oczach, które pomału zaczęły wyścig na jego policzkach. Uśmiechnęłam
się i opuszkiem kciuka wytarłam mu łezki. Czasem fajnie poczuć, że jakaś osoba
czuje to, co ty. Dosłownie. Nic nie mówiłam tylko się mocniej wtuliłam, gdybym
mogła, nie wypuszczałabym go z objęć. Naszą słodką chwilę musiał przerwać nie
kto inny jak Louis.
- takie słodkie… rzygam
tęczą… - ja go za bi ję !! przysięgam !!
- zamknij mordę Tommo !! –
jak ja tego gościa miałam dość ! dlaczego mój brat musi się przyjaźnić z takim
idiotą ?
- uspokój się malutka, złość
piękności szkodzi…
- widzę, że jesteś tego
najlepszym dowodem – dodałam z tryumfalnym uśmiechem, za co zmroził mnie
wzrokiem.
- czy ty zawsze masz taki
chłodny wyraz twarzy Meg, czy to wada wrodzona ?
- spokojnie, tylko kiedy
widzę ciebie…
- jesteś…
- zamknąć mordy !
zachowujecie się jak dzieci! – spojrzałam na mojego brata, który po raz kolejny
miał rację. Obróciłam się w stronę szatyna, który bacznie oglądał moje nogi. No
tak do grubych to ja nie należę, ale do anorektyczek też nie. Sądzę, że nie to
jednak było powodem. Niech mi ktoś powie, że młody chłopak nie patrzy na nogi dziewczyny,
bez spodni, wyśmieję go chętnie…
- Lou… czy ty możesz
przestać? – oczywiście powiedziałam to przez zęby, bo nie chciałam wstrzynać
kolejnej kłótni.
- zupełnie nie wiem o co ci
chodzi Margaret… - chłopak poprawił się na fotelu, chciałam się zaśmiać, bo z
lekka przypominał mi Sherlock’a Holmes’a, lecz moja duma mi na to nie
pozwoliła.
- jesteś takim debilem na co
dzień czy to wada wrodzona ? – ha! Role się odwróciły. Pokonałam go jego własną
bronią…
- myślę, że wrodzona… ładne
nóżki… - wszystkie mięśnie mojego ciała się napięły. Byłam gotowa rzucić się na
niego, co oczywiście nie uszło uwadze Malika. Znał mój słaby punkt… zmusił
mnie, bym znowu się o niego oparła i zaczął kreślić linie na mojej skórze. Od szyi
do ramienia i z powrotem. Odpływałam. On za dobrze mnie znał, co czasem
przeszkadzało. Rzecz biorąc jestem dobrą aktorką, doskonale potrafię zamaskować
moje uczucia jeśli tylko chcę. Tylko on, Kris oraz Max potrafili to rozszyfrować.
Jak oni to robili? To proste, też tak umiem. Oczy. Idealny drogowskaz. Szatyn chyba
zrozumiał, że się zdenerwowałam, więc postanowił zmienić temat… no nie zupełnie…
- czy ty coś jesz?
- jem tyle ile powinnam.
- boże !! Zayn!! Czy ty to
słyszałeś ?! –mój brat się tylko zaśmiał. O co im chodzi ? – twoja siostra mi
odpowiedziała. Tak spokojnie. Bez krzyku i bez dogryzania.
- jeśli masz zamiar mi
dokuczać i śmiać się z tego, że się złamałam to wyjdź…
- czy ja ci wypominam? Po prostu
spokojnie powiedziałem, że mi odpowiedziałaś na spokojnie, pierwszy raz…
- nie przyzwyczajaj się…
- czemu?
- bo nie wytrzymam dnia bez
dogryzania
- ty oprócz Zayna i twoich
przyjaciół wszystkim dogryzasz… więc jaką różnicę robi ta jedna osoba?
- bo wtedy będę miła dla
czterech osób, a to za dużo, a kłótnie z tobą to czysta przyjemność Williamie…
- uśmiechnęłam się do niego, również pierwszy. Pomału zaczynam przypominać
dawną Megan, lecz nie sądzę, że kiedyś uda mi się nią stać. Może tak naprawdę
nie chciałam ? kto go tam wie… postanowiłam się w końcu ubrać. Podreptałam do
garderoby i wyjęłam to :
Włączyłam laptopa, weszłam
na twitter’a, tumlr’a itp. Po czym usłyszałam ciche pukanie. To nie był Zayn,
bo albo wszedłby bez pukania, albo puknąłby dwa razy i nie czekając na
odpowiedź wszedłby do mnie… więc kto ?
_____________________________________________
mamy 1 rozdział ! nie narzekać bo się postarałam... wczoraj wrzuciłam prolog i bohaterów, a już dzisiaj rozdział 1 xD dla was wszystko! ;3
_____________________________________________
mamy 1 rozdział ! nie narzekać bo się postarałam... wczoraj wrzuciłam prolog i bohaterów, a już dzisiaj rozdział 1 xD dla was wszystko! ;3
liczę na komentarze xoxo dobranoc Miśki !!

Rozdział bomba.:3
OdpowiedzUsuńWidzę że ktoś tu nielubi Lou.
Czekam na następny rozdział.D
dziękuję bardzo <3
Usuńtak bohaterka nie przepada za Lou, ale kto wie... zawsze może się coś zmienić ;) to już zależy od mojej wyobraźni ;)
rozdział postaram się napisać w miarę szybko :)